Rozdział 7
Przygotowywałam się do
kolacji z Mikem. Po kolacji mamy zamiar iść na koncert mojego najlepszego przyjaciela, a ja
dodatkowo na spotkanie z moim znienawidzonym bratem. Nagle moje zamyślenie
przerywa głos za mną.
- Wszystko w porządku
Clary? – powiedział Jace, dotykając mojego ramienia – wydajesz się taka
nieobecna.
- Przepraszam
rozmyślałam o.. różnych sprawach. – odburknęłam.
- Gdzie się tak
szykujesz? – zaciekawił się.
Już po mnie. Co, mam
mu powiedzieć, że idę na kolacje z moim nowym trenerem?
- Idę na koncert
Simona.
Nie skłamałam.
Wybierałam się na jego występ… tylko, że za dwie godziny.
- Jak dobrze pamiętam słowa Izzy, to jego występ jest na dwudziestą, a jest siedemnasta czterdzieści pięć
więc gdzie idziesz przed występem? – patrzył na nią zdziwiony.
- Do…. do… na
kolację.- wyszeptałam.
- hmm.. na kolację. –
powtórzył. – Nie ze mną, więc z kim?
- Jace, czy ty jesteś
zazdrosny? – zaciekawiłam się
- Tak. Jesteś całym
moim światem i nie chce…
- Ale mnie wczoraj
okłamałeś i dzisiaj unikałeś… - powiedziała.
- Przepraszam, po
prostu nie chciałem cię martwić i nie unikałem. Poszedłem z Izzy i Alec’em na
patrolowanie, ale to był pretekst. Mają plan jak pokrzyżować plany Sebastiana.
– powiedział, a jak spojrzał na Clary dodał -
Nie zmieniaj tematu, Clary. Z kim idziesz? Kto to jest?
- Mike.
- Jaki Mike? – zdziwił
się.
- Nie znasz go?
Mieszka z nami, Jace. Mój nowy trener.
- Nowy trener..-
powtórzył.- Czemu z nim idziesz na kolacje?
- Bo mnie poprosił i
chce żebym go poznała i polubiła bo inaczej źle będzie się nam pracować. I może
go przekonam, aby mniej siły używał. Ty przynajmniej byłeś delikatny przy
trenowaniu.
Wybuchnął ironicznym śmiechem.
- A co dzisiaj miałaś?
-Spytał zaciekawiony- Naukę, mogę cię dotknąć wszędzie czy, chce żebyś była moja
nie ważne, że masz faceta, odbiję cię?
- Jace – skarciłam go
– Nie bądź sarkastyczny!
- Clary, co mogę sobie
pomyśleć idziesz na kolację z innym!
- Kocham tylko ciebie Jace, a go chce poznać. Zaufaj mi.
- Kocham tylko ciebie Jace, a go chce poznać. Zaufaj mi.
- Tobie ufam, ale jemu
nie.
- Poradzę sobie. W
końcu mnie wytrenowałeś. – podeszłam do niego i pocałowałam namiętnie.
Romantyczna atmosfera
zakończyła się w momencie, gdy ktoś zapukał do drzwi. Podeszłam, otworzyłam i
tak jak myślałam stał tam Mike.
- Cześć, gotowa? –
zapytał z uśmiechem.
- Tak, tylko..-
zaczęłam.
- Witaj nowy trenerze
mojej dziewczyny. - powiedział za mną
Jace, z naciskiem na słowo ‘mojej’.
- Jace jak mniemam.
Miło mi cię poznać, jestem Mike.
- Jace Wayl… Lightwood.
- Wiem. Mogę porwać
twoją dziewczynę na spotkanie poznawcze? – spytał.
- Jak musisz. – powiedział, podszedł do mnie i mnie
pocałował- Uważaj na siebie i baw się dobrze. Spotkamy się u Simona.
- Dobrze. –
pocałowałam go ostatni raz i wyszłam z Mikem.
***
Mike zabrał mnie do
restauracji „Pod Piłą”, mówiąc że mają tutaj dobre jedzenie. Chodź nazwa mnie
przerażała, gdy ją usłyszałam to pozwoliłam mu się poprowadzić. Lokaj wyglądał
mrocznie. Ściany były czarne z elementami czerwonego, które wyglądały jak krew na
ścianach. Wygląda to bardziej jak miejscówka wampirów niż nephilim.
- Zamawiaj co chcesz,
chodź ja mogę ci zaproponować naleśniki z bitą śmietaną i lodami.
- Często tutaj bywasz?
– zaciekawiłam się.
- Kiedyś bywałem
częściej.- Podsumował- więc co bierzemy?
- Ja poproszę kawę i croissanta.
- Tyle? Ah, te kobiety
i ich diety.
- Nie jestem na żadnej
diecie. – powiedziałam Clary- po prostu mam dużo na głowie i nie jestem głodna.
Po pewnym czasie
złożyliśmy zamówienia. Gdy czekaliśmy na jedzenie rozmawialiśmy głównie o
ludziach w restauracji, jedzeniu i treningu. Po dziesięciu minutach kelnerka
przyniosła nasze zamówienia. Mike uznał, że dziś zje ciasteczko
karmelowo-czekoladowe z lodami i bitą śmietaną i kawę.
- Jesteś Clary
Morgenstern, a twoim ojcem był…- zaczął.
- Valentine. – dokończyła
Clary. –Tak jestem córką złoczyńcy.
- Nie o to mi
chodziło. Głośno o tobie.
- Co masz na myśli? –
zaciekawiłam się.
- Dziewczyna, która
uratowała wszystkim swoim darem stworzenia nowych runów. Zabiła ojca, ratując
tym świat podziemnych i przyziemnych.
- Chyba dobra opinia.
– stwierdziłam.
- Tak. A Jonathan to
twój brat? –spytał.
Na dźwięk tego
imienia, cała się spięłam. Przypomniałam sobie, że dziś go zobaczę. Będę z nim
w jednym pomieszczeniu, rozmawiała. Zobaczę go odkąd…. uciekłam od niego podczas
bitwy.
- Ja nie mam brata. –
stwierdziłam.
- Jak to? Przecież
każdy nocny łowca został poinformowany o zagrożeniu ze strony Jonathana
Morgensterna, twojego brata. – skomentował.
- Bo jest zagrożenie,
ale to nie jest mój brat.
- Ale nazwisko? Co?-
zdziwił się.
- Mike..- zaczęłam –
ja nie uznaję go za brata. To potwór bez serca, istny diabeł na ziemi, który
chce wszystko zniszczyć i wszystkich.
- Przepraszam. Nie
chciałem, zły temat.
- Tak. Powinniśmy już
iść, bo Simon. – zauważyła.
- Masz rację, ja
zapłacę , a ty możesz poczekać na mnie na dworze.
Wyszłam i czekałam
przed restauracją na Mike. Teraz to nastąpi. Za chwilę wejdę na koncert z
uśmiechem, udając przed przyjaciółmi, że wszystko jest dobrze.
Bardzo mi się podoba to co piszesz :)
OdpowiedzUsuńDziękuję <3
UsuńHistoria ciekawa i na pewno będę zaglądała tutaj częściej ; )
OdpowiedzUsuńJednak zauważyłam wiele błędów... ( nie chodzi mi konkretnie o ten rozdział, tylko o wszystkie). Głównie literówki ;d Nie są to aż tak poważne błędy, jednak czasem zatrzymywałam się na chwilę, aby zrozumieć sens danego zdania.
Mam nadzieję, że nad następnym lepiej popracujesz, chociaż Twoje wyobrażenie ostatniej części, jest na prawdę świetne ;)
Pozdrawiam
Seo
Dziękuję za krytykę. Będę zwracała na to uwagę i lepiej pracowała :) Gdybyś widziała jeszcze jakieś błędy, proszę o zwrócenie uwagi :D
UsuńŚwietnie piszesz, znów przenoszę się w świat Nefilim Clary i Jace dzięki Tobie, super
OdpowiedzUsuńJesteś świetna nic dodać nic ująć <3
OdpowiedzUsuń