poniedziałek, 31 marca 2014

Rozdział 7

Przygotowywałam się do kolacji z Mikem. Po kolacji mamy zamiar iść na koncert mojego najlepszego przyjaciela, a ja dodatkowo na spotkanie z moim znienawidzonym bratem. Nagle moje zamyślenie przerywa głos za mną.
- Wszystko w porządku Clary? – powiedział Jace, dotykając mojego ramienia – wydajesz się taka nieobecna.
- Przepraszam rozmyślałam o.. różnych sprawach. – odburknęłam.
- Gdzie się tak szykujesz? – zaciekawił się.
Już po mnie. Co, mam mu powiedzieć, że idę na kolacje z moim nowym trenerem?
- Idę na koncert Simona.
Nie skłamałam. Wybierałam się na jego występ… tylko, że za dwie godziny.
- Jak dobrze pamiętam słowa Izzy, to jego występ jest na dwudziestą, a jest siedemnasta czterdzieści pięć więc gdzie idziesz przed występem? – patrzył na nią zdziwiony.
- Do…. do… na kolację.- wyszeptałam.
- hmm.. na kolację. – powtórzył. – Nie ze mną, więc z kim?
- Jace, czy ty jesteś zazdrosny? – zaciekawiłam się
- Tak. Jesteś całym moim światem i nie chce…
- Ale mnie wczoraj okłamałeś i dzisiaj unikałeś… - powiedziała.
- Przepraszam, po prostu nie chciałem cię martwić i nie unikałem. Poszedłem z Izzy i Alec’em na patrolowanie, ale to był pretekst. Mają plan jak pokrzyżować plany Sebastiana. – powiedział, a jak spojrzał na Clary dodał -  Nie zmieniaj tematu, Clary. Z kim idziesz? Kto to jest?
- Mike.
- Jaki Mike? – zdziwił się.
- Nie znasz go? Mieszka z nami, Jace. Mój nowy trener.
- Nowy trener..- powtórzył.- Czemu z nim idziesz na kolacje?
- Bo mnie poprosił i chce żebym go poznała i polubiła bo inaczej źle będzie się nam pracować. I może go przekonam, aby mniej siły używał. Ty przynajmniej byłeś delikatny przy trenowaniu.
Wybuchnął ironicznym  śmiechem.
- A co dzisiaj miałaś? -Spytał zaciekawiony- Naukę, mogę cię dotknąć wszędzie czy, chce żebyś była moja nie ważne, że masz faceta, odbiję cię?
- Jace – skarciłam go – Nie bądź sarkastyczny!
- Clary, co mogę sobie pomyśleć idziesz na kolację z innym!
- Kocham tylko ciebie Jace, a go chce poznać. Zaufaj mi.
- Tobie ufam, ale jemu nie.
- Poradzę sobie. W końcu mnie wytrenowałeś. – podeszłam do niego i pocałowałam namiętnie.
Romantyczna atmosfera zakończyła się w momencie, gdy ktoś zapukał do drzwi. Podeszłam, otworzyłam i tak jak myślałam stał tam Mike.
- Cześć, gotowa? – zapytał z uśmiechem.
- Tak, tylko..- zaczęłam.
- Witaj nowy trenerze mojej dziewczyny. -  powiedział za mną Jace, z naciskiem na słowo ‘mojej’.
- Jace jak mniemam. Miło mi cię poznać, jestem Mike.
- Jace Wayl… Lightwood.
- Wiem. Mogę porwać twoją dziewczynę na spotkanie poznawcze? – spytał.
- Jak musisz.  – powiedział, podszedł do mnie i mnie pocałował- Uważaj na siebie i baw się dobrze. Spotkamy się u Simona.
- Dobrze. – pocałowałam go ostatni raz i wyszłam z Mikem.

***
Mike zabrał mnie do restauracji „Pod Piłą”, mówiąc że mają tutaj dobre jedzenie. Chodź nazwa mnie przerażała, gdy ją usłyszałam to pozwoliłam mu się poprowadzić. Lokaj wyglądał mrocznie. Ściany były czarne z elementami czerwonego, które wyglądały jak krew na ścianach. Wygląda to bardziej jak miejscówka wampirów niż nephilim.
- Zamawiaj co chcesz, chodź ja mogę ci zaproponować naleśniki z bitą śmietaną i lodami.
- Często tutaj bywasz? – zaciekawiłam się.
- Kiedyś bywałem częściej.- Podsumował- więc co bierzemy?
- Ja poproszę kawę i croissanta.
- Tyle? Ah, te kobiety i ich diety.
- Nie jestem na żadnej diecie. – powiedziałam Clary- po prostu mam dużo na głowie i nie jestem głodna.
Po pewnym czasie złożyliśmy zamówienia. Gdy czekaliśmy na jedzenie rozmawialiśmy głównie o ludziach w restauracji, jedzeniu i treningu. Po dziesięciu minutach kelnerka przyniosła nasze zamówienia. Mike uznał, że dziś zje ciasteczko karmelowo-czekoladowe z lodami i bitą śmietaną i kawę.
- Jesteś Clary Morgenstern, a twoim ojcem był…- zaczął.
- Valentine. – dokończyła Clary. –Tak jestem córką złoczyńcy.
- Nie o to mi chodziło. Głośno o tobie.
- Co masz na myśli? – zaciekawiłam się.
- Dziewczyna, która uratowała wszystkim swoim darem stworzenia nowych runów. Zabiła ojca, ratując tym świat podziemnych i przyziemnych.
- Chyba dobra opinia. – stwierdziłam.
- Tak. A Jonathan to twój brat? –spytał.
Na dźwięk tego imienia, cała się spięłam. Przypomniałam sobie, że dziś go zobaczę. Będę z nim w jednym pomieszczeniu, rozmawiała. Zobaczę go odkąd…. uciekłam od niego podczas bitwy.
- Ja nie mam brata. – stwierdziłam.
- Jak to? Przecież każdy nocny łowca został poinformowany o zagrożeniu ze strony Jonathana Morgensterna, twojego brata. – skomentował.
- Bo jest zagrożenie, ale to nie jest mój brat.
- Ale nazwisko? Co?- zdziwił się.
- Mike..- zaczęłam – ja nie uznaję go za brata. To potwór bez serca, istny diabeł na ziemi, który chce wszystko zniszczyć i wszystkich.
- Przepraszam. Nie chciałem, zły temat.
- Tak. Powinniśmy już iść, bo Simon. – zauważyła.
- Masz rację, ja zapłacę , a ty możesz poczekać na mnie na dworze.

Wyszłam i czekałam przed restauracją na Mike. Teraz to nastąpi. Za chwilę wejdę na koncert z uśmiechem, udając przed przyjaciółmi, że wszystko jest dobrze.

6 komentarzy:

  1. Bardzo mi się podoba to co piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Historia ciekawa i na pewno będę zaglądała tutaj częściej ; )
    Jednak zauważyłam wiele błędów... ( nie chodzi mi konkretnie o ten rozdział, tylko o wszystkie). Głównie literówki ;d Nie są to aż tak poważne błędy, jednak czasem zatrzymywałam się na chwilę, aby zrozumieć sens danego zdania.
    Mam nadzieję, że nad następnym lepiej popracujesz, chociaż Twoje wyobrażenie ostatniej części, jest na prawdę świetne ;)
    Pozdrawiam
    Seo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za krytykę. Będę zwracała na to uwagę i lepiej pracowała :) Gdybyś widziała jeszcze jakieś błędy, proszę o zwrócenie uwagi :D

      Usuń
  3. Świetnie piszesz, znów przenoszę się w świat Nefilim Clary i Jace dzięki Tobie, super

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteś świetna nic dodać nic ująć <3

    OdpowiedzUsuń