Rozdział 11
-Co? – zdziwili się –
Jakiego demona?
- To jest naprawdę
dziwne, że mówicie równocześnie.- spojrzeli na nią ostro – Nie wiem jakiego.
Tego nam już nie zdradził.
- No to mamy wielki
problem. – podsumował Jace.
- A co działo się na
radzie? – spytała Isabelle.
- Dużo zamieszania.
Wszyscy się obawiają kolejnego ruchu Sebastiana. Zginęła nocna łowczyni.
- Kto? –zdziwił się
Jace.
- Helen Blackthorn.
- Jak podejrzewam
zabił ją Sebastian.
- Demony, ale Clave
uważa, że Sebastian je nasłał.
- To tylko spekulacje.
– powiedziała Isabelle.
-Nie jestem tego taki
pewien. To nie był jeden czy dwa demony. Zaatakowała ją około trzydziestu, a
one nie podążają grupą. Zostały nasłane.
- Skąd Clave ma takie
informacje? – oburzyła się.
- Był świadek.
- Kto? – zapytał Jace.
- Przyziemny ze
wzrokiem.
- Co? Przecież mówili
nam, że nie było przyziemnego ze wzrokiem od stu lat!- krzyczała Isabelle.
- Nie było takiego,
który się do nas zgłosił, a to różnica Izzy. Jest to właściciel sklepu z
antykami, ale nie chce mieć kontaktu z naszym światem. – powiedział Alec.
- To się zdziwi. –
powiedział Jace.
- Co masz na myśli? –
spytał Alec.
- Mam kilka pytań do
niego.
Jace wziął kurtkę i
zmierzał do drzwi, lecz drogę przeciął mu Alec.
- Czego nie
zrozumiałeś, że nie chce mieć kontaktu z nami? Powiedział wszystko Clave i mamy
zostawić go w spokoju.
- Clave to nie ja. –
odburknął- Przesuń się, bo nie chce ci zrobić krzywdy.
- Jace! – skarciła go
Isabelle.
- Alec nie będę
siedział, nie robiąc nic. On ma wzrok i możliwe, że widział coś więcej.
Sebastian.
- Sed lex, dura lex.
–szepnął Alec.
- Pieprzyć prawo! –
krzyknął – To chodzi o Sebastiana, a on ma Clary! Zrobię wszystko dla
niej, bo ona zrobiła wszystko dla mnie.
- Kiedyś się naprawdę
narazimy Clave. – posumowała Isabelle i ruszyła do drzwi – Idziecie? Mam ochotę
skopać parę tyłków.
***
Siedziałam na łóżku
obserwując jak Dave wyciągał z torby jakieś zioła, a Sebastian krąży wokół
niego. Co chwile wygląda za okno, jakby się kogoś obawiał albo czekał. Po
chwili Dave kiwnął mi palcem na znak, że mam podejść. Wykonałam jego polecenie
i usiadłam obok niego. Wylał wodę na podłogę, wziął jakieś zielsko, które
zaczęło płonąć w jego rękach i mówił słowa chyba z greckiego. Popatrzałam na
kałużę, którą zrobił wylewając wodę. Zaczął pojawiać się w niej obraz. Widzę
ulicę. Biegnie po niej Jace, a za nim Alec i Isabelle! Przyjrzałam się Jace’owi
i dostrzegłam lekki blask z jego rąk i twarzy. Sebastian nie dał mu lekarstwa.
- Okłamałeś mnie! Nie
dotrzymałeś umowy! – Krzyczałam.
- Uspokój się. –
spojrzał na mnie ostro – Nie osądzaj mnie, jak nie wiesz co się stało.
Przyniosłem mu i dałem, ale to jego decyzja czy wypije. Miałem mu dać lekarstwo
i swoją umowę dotrzymałem, a czy wypije to nie mój interes.
- Oszukałeś mnie..-
powiedziałam.
- Nie. Ja zrobiłem co
do mnie należy.
- Musze go znaleźć i
mu powiedzieć, żeby to wypił. – podeszłam po swój płaszcz, lecz Sebastian
zatrzymał mnie przy drzwiach.
- Po pierwsze nie
możesz złamać umowy. – przybliżył się. – Po drugie znam szybszy sposób.
- Jaki?
- Ognisty liścik.
***
- Simon, możesz podać
mi papiery, które leżą na stole w salonie?- zapytał znużony Magnus.
Chłopak podniósł się z
kanapy i podszedł do stolika. Zerknął na papiery. Były napisane językiem
którego nie zna, ale słowo ‘demone ‘ od razu rozpoznał. Podał je czarownikowi.
- W jakim to języku.
–zaciekawił się Simon – I co to jest?
- Włoski. Teoria- jak
stworzyć demona. Trzeba przeszkodzić Sebastianowi. – odpowiedział
automatycznie.
- Masz zamiar pomagać
nam? Jak wcześniej tu przyszliśmy nie chciałeś. – skomentował.
- Oh, pamiętasz. Nie
chce wam pomagać ale muszę.
- Ze względu na
Alec’a.
Na dźwięk tego imienia
Magnus się cały spiął, a rumieńce wypłynęły na jego policzki i szyję. Widać jak
jego ciało i umysł reaguję na same słowa o nim, a co dopiero na bezpośredni
kontakt.
- Czemu nie jesteście
razem, skoro się kochacie?- musiał zadać to nurtujące pytanie Simon.
- Nie zrozumiesz tego.
- To jest bez sensu.
Jak dwoje ludzi się kocha, to powinno wystarczyć.
- Kochasz Clary i wam
nie wyszło. – skomentował Magnus.
- To nie to samo.
Kochamy się jak rodzeństwo, a nie jak kochankowie.
- To nie zmienia
niektórych faktów, wampirze.
- Co was poróżniło? –
zaczął – Albo kto?
- Śmiertelność.
–odburknął.
- Serio? Takie coś
poróżniło waszą miłość? – Oburzył się, popatrzył prosto w oczy czarownikowi –
Jesteście idiotami. – I wyszedł z pokoju.
- Wiem, Simon, wiem. –
szepnął Magnus.
Jestem twoją fanką :)
OdpowiedzUsuńPierwsza fanka !! <3
UsuńNo to ja druga w kolejności, super piszesz bardzo mi się podoba
OdpowiedzUsuńSuper! Bardzo mi się podoba twój styl pisania. :)
OdpowiedzUsuńooo słodka końcówka <3
OdpowiedzUsuń