Rozdział 8
Weszliśmy do klubu, w
którym gra mój najlepszy przyjaciel. Zaczęłam szukać wzrokiem Isabelle, Alec’a
i Jace’a. Szukałam, lecz nie potrafiłam ich dostrzec. Zamiast nich, zobaczyłam
kogoś zupełnie innego. Mój braciszek stał pod barem, pijąc chyba drinka. Gdy
popatrzył się na mnie, na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Obróciłam
się, a za mną stał Mike, przyglądał się mi z fascynacją. Muszę go jakoś
zgubić i iść do Sebastiana.
- Mike.. ja muszę iść
do toalety. Zajmiesz miejsca z przodu? Proszę.
- Jasne, nie ma
sprawy.
Po chwili zniknął w
tłumie. Powoli podeszłam do lady i usiadłam obok brata.
- Witaj siostrzyczko.
Drinka? - zapytał.
- Poproszę wino.
- Kieliszek wina dla
tej pięknej kobiety. – powiedział do barmana.
Po chwili przede mną
pojawił się kieliszek czerwonego wina. Wzięłam i pociągnęłam pierwszy łyk. Mój
brat przyglądał mi się z uśmiechem na twarzy.
- Lekarstwo. –
powiedziałam.
- Już chcesz przejść
do tego tematu? Może najpierw spytasz się co u ciebie, braciszku albo
tęskniłam! – powiedział parodiując mnie.
- Bardzo śmieszne. Sebastian
lekarstwo. – powiedziałam stanowczo.
- Jak już chcesz tak,
to lepiej się zapytaj jaka jest cena za lekarstwo. – uśmiechnął się szeroko.
- Jaka? – powiedziała
ze strachem w głosie.
- Ty.
Podniosłam na niego
wzrok i spojrzałam mu w oczy. On kłamie. On musi kłamać. To tylko zwykła zabawa
w denerwowanie mnie i straszenie, ale musiałam zapytać.
- Ja? Chyba żartujesz.
- Nie, Clary. To co
powiedziałem jest prawdą. Za uratowanie Jace płacisz sobą. Ja mu dam lekarstwo,
a w zamian pójdziesz ze mną. Będziemy rodziną. – popatrzał na nią smutną miną –
Chce mieć siostrę przy sobie.
- Ale… po co ci ja
jestem? – zapytałam przestraszona.
- Powiedziałem ci.
Chcę być ze siostrą. Chcę z tobą rozmawiać i spędzać czas. Chcę, żebyś mnie nie
nienawidziła.
- Ja cię nie nienawidzę.
– przypadkowo powiedziałam.
To z pewnością przez
te wino!
- Co? – zdziwił się.
- Nie nienawidzę cię.
– powtórzyłam.
- Jak mnie nie
nienawidzisz, to…- zaczął- w takim razie co do mnie czujesz?
- Nie wiem.. –
zaczęłam- czuję, że cię rozumiem jakkolwiek, ale ..
- Kochasz mnie? –
spytał.
- Kocham Jace, a na
ciebie to za wielkie słowo Sebastian.
- Ale nie umiesz
określić co do mnie czujesz.
- Tak, ale na pewno to
nie miłość.
Zbliżył się do niej.
- Więc ratujemy Jace
czy nie? Twoja decyzja Clary, ale znasz cenę. – powiedział z lekkim uśmiechem.
Nie wiem co mam
odpowiedzieć. Jace w życiu by mi nie pozwolił na taki układ, ale na moim
miejscu wiadomo jak by postąpił. Usłyszałam w głowie słowa Sebastiana ‘ zrobisz dla niego wszystko. Poruszysz nawet
piekło lub niebo?’. - Miał rację. Zrobię dla niego wszystko nieważne jaka jest
cena.
Popatrzałam na niego i
zobaczyłam w nim zagubionego chłopca.
- Ratujemy. Zgadzam
się na wszystko, tylko go uratuj Sebastian.
Uśmiechnął się
szeroko. Wyglądał jak diabeł.
- Uratuję, a teraz
chodź ze mną siostrzyczko.
Popatrzałam na dłoń
wyciągniętą przede mną i przyjęłam ją.
***
- Widziałaś może Clary
albo Mike? Nie odbiera ode mnie telefonu.- powiedział Jace do Izzy.
Siedzieli w pierwszym
rzędzie. Izzy była zajęta patrzeniem na Simona, a Alec esemesowaniem z
Magnusem. Jace cały czas niespokojnie rozglądał się po sali i szukał ich
wzrokiem.
- Spokojnie Jace. Może
kolacja się przedłużyła.
- Nie bądź zazdrosny.
– skomentował Alec.
- Będę, ale nie o to
chodzi. Mam dziwne przeczucia co do Clary.- położył rękę na sercu – czuję
tutaj, ze jest coś źle.
Isabelle popatrzała na
niego jak na idiotę. Potem zerknęła na Alec’a i dostrzegła zagubionego.
- Pocieszę cię i
uspokoję. Znalazłam Mike. Jest koło toalety damskiej.
- Zaraz wracam.-Jace zerwał
się i już pędził do Mike.
- Jace.. –krzyknęła
Isabelle- Cholera jasna! – i pobiegła za nim.
Potem zerwał się Alec,
a Simon widząc ich zaczął mieć dziwne przeczucia.
- Gdzie jest Clary? –
zaatakował pierwszy Jace.
- Nie wiem.. – zaczął
– powiedziała mi, że idzie do łazienki, a ja mam zając miejsca w pierwszy
rzędzie, ale minęło już piętnaście minut, a ona dalej nie wróciła.
- Co?! – krzyknęła
Isabelle – Jak to nie wróciła?
Jace wbiegł do
Damskiej łazienki.
- Clary! Clary! Jesteś
tu? Clary! – Krzyczał.
- Nie ma jej tutaj,
Jace. – powiedział Alec.
- Dobra nie panikujmy.
– zaczęła Isabelle – Na pewno pomyliła się i zgubiła w tłumie. Rozdzielimy się
i ją znajdziemy. Jace i ja pójdziemy razem do baru i w tamte okolice, a wy tam –
pokazała przeciwny kierunek.
Po chwili wszyscy już
pędzili w wyznaczone kierunki. Jace wyglądał jakby miał się rozpłakać zaraz.
Przeciskali się przez tłum i dotarli do Baru.
- Widział pan
dziewczynę z burzą rudych włosów, niska, zielone oczy.
- Chyba tak. Czy miała
na sobie czarną bluzkę? – zapytał barman.
- Tak, to ona. Gdzie
ona jest? Widział pan gdzie poszła? – pytał przestraszony, ale jednocześnie
uspokojony Jace.
- Wyszła z jakimś
chłopakiem.
- Mike jest w środku.
– powiedziała Isabelle.
- Ja widziałem jak
wychodziła. Chyba to jej brat, a przynajmniej on się do niej zwracał
siostrzyczko.
Po tych słowach
jakikolwiek spokój, który Jace miał w sobie, zniknął. Poczuł mrowienie na całym
ciele.
- Czy on miał
biało-srebrne włosy? –zapytała Isabelle.
- Tak. Miły gościu.
- Bardzo. Gdzie
poszli, w którą stronę?
- Tamtymi drzwiami –
pokazał palcem na tylne wyjście- jakieś pięć minut temu.
Jace zaczął biec do
drzwi, a Izzy za nim. Wyszli na zewnątrz, lecz nic nie widzieli. Jace podbiegł
do ściany naprzeciwko i coś podniósł. Stella. Stella Clary.
Pisz tak dalej
OdpowiedzUsuńJest super
Świetnie, świetnie i jeszcze raz świetnie
OdpowiedzUsuńświetne
OdpowiedzUsuńBoski
OdpowiedzUsuń