Rozdział 5
Byłam przed
posiadłością Wayland’ów. Dom był zburzony przez anioła Ituriel po ostatniej
wizycie mojej i Jace w tym domu. Popatrzyłam na trawnik, na którym poniosły nas
emocje. Uśmiech wypłynął na moich ustach na wspomnienie tego dnia. Moje ręce na
jego torsie, a jego ręce pod moją bluzką. Nasze usta razem. Bliskość ciała.
Moje myśli przerwał głos za mną.
- Witaj siostrzyczko.
Natychmiast się
obróciłam i zobaczyłam go. Diabła ubranego na biało. Jego czarne oczy jak
tunele patrzały na mnie z szerokim uśmiechem.
- Sebastian….-
powiedziałam.
- Tęskniłem za tobą ,
a ty za mną siostro? –zapytał dalej z szerokim uśmiechem.
- Wręcz przeciwnie.
Jesteś potworem! Przez ciebie Jace..- głos jej się załamał.
- Jace..- zaczął – To nie
moja wina siostrzyczko, że naskoczyłaś na niego z mieczem.
- Gdyby nie ty..-
rzuciła oskarżycielsko.
- Jace umrze.
- Co? Nie!
- Gdyby nie ja, Jace
umrze – powiedział.
Popatrzałam na niego
zdziwiona. O czym on mówi?
- Co? Gdyby nie ty,to nie przebiłabym go mieczem!
- Nie rozumiesz Clary!
Mogę go uratować, ale decyzja zależy od ciebie. – powiedział przeszywając mnie
jego czarnymi oczami.
Upadłam na kolana i
zaczęłam płakać. Nie wiem czy to ze szczęścia, że Jace nie umrze.. Nie pozwolę
mu zginąć. Pomoc proponuję mi Sebastian, więc musi być jakaś cena przetargowa.
- Czego chcesz? –
popatrzała na niego z wrogością.
- Kilku rzeczy-
uśmiechnął się – Zrobisz dla niego wszystko. Nawet jeśli miałabyś poruszyć dla
niego piekło albo niebo?
- Kocham go, ale ty
tego nie zrozumiesz.- powiedziała, wstając.- Czego chcesz?
- Jak będziesz chciała
go uratować to uda ci się mnie znaleźć siostrzyczko. – uśmiechnął się szeroko.
Bawi się ze mną.
- Przynajmniej powiedź
co chcesz, żebym mogła ci to załatwić. Nawet nie wiem czy to potrafię wykonać! –
mówiąc to podchodziła bliżej Sebastiana.
On przybliżył się do
niej i szepnął na ucho.
- Jestem bliżej ciebie
niż myślisz, Clary.
***
Obudziłam się
przerażona. Wciąż słyszałam słowa Sebastiana w głowie „ Jestem bliżej ciebie
niż myślisz Clary’’.
Wstałam z łóżka i
poszłam do pokoju Izzy. Pukałam, ale nic nie usłyszałam. Zaczęłam się kierować
do Sali anioła. Potknęłam się i wpadłam na kogoś. Pierwsza myśl to Jace, lecz
to nie on. Był to wysoki niebieskooki brunet.
- Przepraszam..- powiedziałam.
- A gdzie to się tak
śpieszysz?
- Do.. Widziałeś może
Isabelle albo Alec’a, Jace’a ?
- Wyszli jakieś
piętnaście minut temu. A tak przy okazji jestem Mike. – wyciągnął rękę na
powitanie.
- Emm. Clary. Miło mi.
– również wyciągnęła rękę.
- Idealnie. Właśnie miałem
po ciebie iść. Masz się zbierać. Masz trening za dziesięć minut. – powiedział z
uśmiechem.
- Co? Jaki trening?
Ja..
- Zbieraj się. – Popchnął
ja w stronę, z której przyszła.
***
- Spóźniłaś się siedem
minut. – powiedział Mike.
Leżał na materacu w
stroju bojowym i patrzył na mnie ostro.
- Przepraszam? Jestem dziewczyną,
potrzebuje więcej czasu i nikt mnie nie poinformował, że dziś mam jakiś
trening! – krzyknęłam.
- Zaczniemy od sztuki
walki aikido.
Popatrzałam na niego
zdziwiona, a on wybuchnął śmiechem.
- Nie wiesz co to? –
Pokręciłam głową.- Techniki aikido składają się z rzutów i dźwigni. Przydatne w
sztuce samoobrony. Zaczynamy. Tą sztuką możesz kogoś dużo silniejszego i co
najważniejsze ciężkiego pokonać. Chodź pokażę na tobie co masz zrobić, a potem
zrobimy pokaz. Rzucę się na ciebie, a ty mnie powalisz tym ruchem, który ci
pokażę, rozumiesz ?
Przytaknęłam. Podszedł
do mnie i położył swoje ręce na biodrach. Poczułam prąd przez całe ciało. To
samo czułam przy dotyku Jace’a, ale to niemożliwe. Ja.. Kazał mi się położyć, a
ja posłusznie wykonywałam każdy ruch jaki mi kazał. Położył się na mnie i
pokazał jak mam ułożyć rękę, żeby się przekręcić i zrzucić z siebie
przeciwnika. Z początku robiliśmy to w spowolnionym tempie. Nie umiałam się
skupić. Rozpraszało mnie wszystko: jego ciało na moim, ręce na mojej talii,
oddech na mojej szyi. Po pół godziny, gdy w miarę to opanowałam, zaczęliśmy to
robić w strasznie szybkim tempie. Powalał mnie jednym ciosem.
- Nie jest aż tak źle.
Trochę poćwiczysz i będziesz mistrzem walki. – powiedział z uśmiechem.
- Dzięki. To koniec
treningu?
- Na dzisiaj tak, ale
jutro o tej samej porze tutaj. Nie spóźnij się.
- Jasne. – powiedziałam
i zaczęła się kierować do drzwi.
- Clary, poczekaj!
Obróciłam się. Za mną
biegł Mike, zdyszany i wołający mnie. Oparłam się o futrynę drzwi i spokojnie zaczekałam.
- Co dziś robisz? Czy ja..-
zaczął- Jak mam być twoim trenerem to chyba lepiej, żebyś mnie polubiła i poznała.-
wydyszał.
- Ja.. nie wiem.
Wtedy mi się wspomniały
słowa Sebastiana „ jestem bliżej ciebie niż myślisz, Clary”. Koncert Simona!
- Mój przyjaciel ma
dzisiaj koncert, więc możemy iść na kolację i potem do niego.
- Kiedy ma ten występ?
- o dwudziestej.
- Będę o osiemnastej.
Po tych słowach
wyszłam z sali treningowej.
Super rozdział :)
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuje :) staram się jak mogę :)
UsuńUwielbiam!
OdpowiedzUsuńświetnie piszesz, bardzo mi się podoba
OdpowiedzUsuńCudowny :***
OdpowiedzUsuń