niedziela, 30 marca 2014

Rozdział 5

Byłam przed posiadłością Wayland’ów. Dom był zburzony przez anioła Ituriel po ostatniej wizycie mojej i Jace w tym domu. Popatrzyłam na trawnik, na którym poniosły nas emocje. Uśmiech wypłynął na moich ustach na wspomnienie tego dnia. Moje ręce na jego torsie, a jego ręce pod moją bluzką. Nasze usta razem. Bliskość ciała. Moje myśli przerwał głos za mną.
- Witaj siostrzyczko.
Natychmiast się obróciłam i zobaczyłam go. Diabła ubranego na biało. Jego czarne oczy jak tunele patrzały na mnie z szerokim uśmiechem.
- Sebastian….- powiedziałam.
- Tęskniłem za tobą , a ty za mną siostro? –zapytał dalej z szerokim uśmiechem.
- Wręcz przeciwnie. Jesteś potworem! Przez ciebie Jace..- głos jej się załamał.
- Jace..- zaczął – To nie moja wina siostrzyczko, że naskoczyłaś na niego z mieczem.
- Gdyby nie ty..- rzuciła oskarżycielsko.
- Jace umrze.
- Co? Nie!
- Gdyby nie ja, Jace umrze – powiedział.
Popatrzałam na niego zdziwiona. O czym on mówi?
- Co? Gdyby nie ty,to nie przebiłabym go mieczem!
- Nie rozumiesz Clary! Mogę go uratować, ale decyzja zależy od ciebie. – powiedział przeszywając mnie jego czarnymi oczami.
Upadłam na kolana i zaczęłam płakać. Nie wiem czy to ze szczęścia, że Jace nie umrze.. Nie pozwolę mu zginąć. Pomoc proponuję mi Sebastian, więc musi być jakaś cena przetargowa.
- Czego chcesz? – popatrzała na niego z wrogością.
- Kilku rzeczy- uśmiechnął się – Zrobisz dla niego wszystko. Nawet jeśli miałabyś poruszyć dla niego piekło albo niebo?
- Kocham go, ale ty tego nie zrozumiesz.- powiedziała, wstając.- Czego chcesz?
- Jak będziesz chciała go uratować to uda ci się mnie znaleźć siostrzyczko. – uśmiechnął się szeroko.
Bawi się ze mną.
- Przynajmniej powiedź co chcesz, żebym mogła ci to załatwić. Nawet nie wiem czy to potrafię wykonać! – mówiąc to podchodziła bliżej Sebastiana.
On przybliżył się do niej i szepnął na ucho.
- Jestem bliżej ciebie niż myślisz, Clary.

***
Obudziłam się przerażona. Wciąż słyszałam słowa Sebastiana w głowie „ Jestem bliżej ciebie niż myślisz Clary’’.
Wstałam z łóżka i poszłam do pokoju Izzy. Pukałam, ale nic nie usłyszałam. Zaczęłam się kierować do Sali anioła. Potknęłam się i wpadłam na kogoś. Pierwsza myśl to Jace, lecz to nie on. Był to wysoki niebieskooki brunet.
- Przepraszam..- powiedziałam.
- A gdzie to się tak śpieszysz?
- Do.. Widziałeś może Isabelle albo Alec’a, Jace’a ?
- Wyszli jakieś piętnaście minut temu. A tak przy okazji jestem Mike. – wyciągnął rękę na powitanie.
- Emm. Clary. Miło mi. – również wyciągnęła rękę.
- Idealnie. Właśnie miałem po ciebie iść. Masz się zbierać. Masz trening za dziesięć minut. – powiedział z uśmiechem.
- Co? Jaki trening? Ja..
- Zbieraj się. – Popchnął ja w stronę, z której przyszła.

***
- Spóźniłaś się siedem minut. – powiedział Mike.
Leżał na materacu w stroju bojowym i patrzył na mnie ostro.
- Przepraszam? Jestem dziewczyną, potrzebuje więcej czasu i nikt mnie nie poinformował, że dziś mam jakiś trening! – krzyknęłam.
- Zaczniemy od sztuki walki aikido.
Popatrzałam na niego zdziwiona, a on wybuchnął śmiechem.
- Nie wiesz co to? – Pokręciłam głową.- Techniki aikido składają się z rzutów i dźwigni. Przydatne w sztuce samoobrony. Zaczynamy. Tą sztuką możesz kogoś dużo silniejszego i co najważniejsze ciężkiego pokonać. Chodź pokażę na tobie co masz zrobić, a potem zrobimy pokaz. Rzucę się na ciebie, a ty mnie powalisz tym ruchem, który ci pokażę, rozumiesz ?
Przytaknęłam. Podszedł do mnie i położył swoje ręce na biodrach. Poczułam prąd przez całe ciało. To samo czułam przy dotyku Jace’a, ale to niemożliwe. Ja.. Kazał mi się położyć, a ja posłusznie wykonywałam każdy ruch jaki mi kazał. Położył się na mnie i pokazał jak mam ułożyć rękę, żeby się przekręcić i zrzucić z siebie przeciwnika. Z początku robiliśmy to w spowolnionym tempie. Nie umiałam się skupić. Rozpraszało mnie wszystko: jego ciało na moim, ręce na mojej talii, oddech na mojej szyi. Po pół godziny, gdy w miarę to opanowałam, zaczęliśmy to robić w strasznie szybkim tempie. Powalał mnie jednym ciosem.
- Nie jest aż tak źle. Trochę poćwiczysz i będziesz mistrzem walki. – powiedział z uśmiechem.
- Dzięki. To koniec treningu?
- Na dzisiaj tak, ale jutro o tej samej porze tutaj. Nie spóźnij się.
- Jasne. – powiedziałam i zaczęła się kierować do drzwi.
- Clary, poczekaj!
Obróciłam się. Za mną biegł Mike, zdyszany i wołający mnie. Oparłam się o futrynę drzwi i spokojnie zaczekałam.
- Co dziś robisz? Czy ja..- zaczął- Jak mam być twoim trenerem to chyba lepiej, żebyś mnie polubiła i poznała.- wydyszał.
- Ja.. nie wiem.
Wtedy mi się wspomniały słowa Sebastiana „ jestem bliżej ciebie niż myślisz, Clary”. Koncert Simona!
- Mój przyjaciel ma dzisiaj koncert, więc możemy iść na kolację i potem do niego.
- Kiedy ma ten występ?
- o dwudziestej.
- Będę o osiemnastej.

Po tych słowach wyszłam z sali treningowej. 

5 komentarzy: