Rozdział 31
Około drugiej w nocy usłyszałam głośny dźwięk.
Alarm! Wstałam i pobiegłam do okna. Demoniczne wierze świeciły na czerwono.
Podążyłam do szafy, szybko ubrała strój bojowy, wzięłam rodzinny miecz i
wyskoczyłam przez okno. Nie mogłam pozwolić, aby zatrzymała mnie mama. Nie mogę
nic nie robić, gdy jest atak. Biegłam razem z innymi nocnymi łowcami to Gardu.
Gdy dotarłam na miejsce poszukiwałam wzrokiem Jace’a. Dostrzegłam konsula
rozmawiającego z inkwizytorem. Podeszłam do jakiegoś nocnego łowcy i zapytałam.
- Co się stało?
Odwrócił się i spojrzał na mnie.
- Jonathan Morgenstern atakuje miasto kości i
Cytadele. Konsul nie wie jak posłać nocnych łowców, za mało nas, a do tego nie
wiemy, w którym miejscu jest Jonathan.
Po tych słowach odszedł i podążył do kobiety
całej zapłakanej opierającej się o mur. Pocałował ją i mocno przytulił. Tak
znam ich. Christopher Shade i jego narzeczona Amanda, która jest śmiertelniczką
ze wzrokiem. Patrzałam na nich, dopóki nie poczułam silnych ramion na sobie i
ust na karku. Znajomych ust.
- Co ty tu robisz? – zapytała Jace.
Obróciłam się i objęłam go. Czułam się taka
bezpieczna i szczęśliwa, że jest ze mną. Obróciłam się i zauważyłam, że konsul
dzieli nephilim na grupy. To jest głupota rozdzielać się. Na to czeka
Sebastian.
- Jak myślisz, gdzie może być Sebastian? –
zapytałam szeptem.
Spojrzał na mnie i od razu zrozumiał.
- Nie możesz tam iść, Clary. To niebezpieczne.
Oburzyłam się. To było do przewidzenia, że
będzie się sprzeciwiał.
- Wszystko co ronią nocni łowcy jest
niebezpieczne. Wiesz jacy oni są Jace, a teraz wysyłają naszych na śmierć! –
powiedziałam – Gdzie może być Sebastian?
- Cytadela. – powiedział.
Spojrzałam na niego.
- Skąd..
- Jest tam zbrojownia.. no i żelazne siostry.
Wydaje mi się, ze miasto kości jest dla odwrócenia uwagi i cisi bracia są w
Idrysie. Sebastian to wie.
Obróciłam się i zauważyłam, że przepuszczają
nocnych łowców. Wszystkie dzieci przekazują do Sali anioła. Nie pozwalają im
iść. Nam też nie pozwolą. Dziewczyna w czarnych włosach szarpała się z kimś.
Chciała iść.
Isabelle i jej ojciec. Słyszeliśmy dobiegającą
kłótnie pomiędzy dziećmi, a rodzicami. Portale zaczynają się powoli zamykać.
Chwyciłam Jace’a za rękę i pobiegliśmy do portalu prowadzącego do Cytadelii.
Przed wskoczeniem usłyszałam krzyki i protesty konsula wraz z inkwizytorem,
lecz nie zdążyli nas powstrzymać.
***
Jocelyn siedziała w oknie i obserwowała z dala
całą sytuacje. Nie miała widoku na Gard, ale na demoniczne wierzę idealne. Całe
płonęły na czerwono. Alarm dalej jest podniesiony. Wiedzą, że nocni łowcy są
już wysłani do poszczególnych miejsc. Luke wspiera swoją żonę cały czas.
- Proszę. – podał jej ciepłą herbatę i
przytulił od tyłu.
- Nie mogę uwierzyć, że mój syn sieje takie
zniszczenie. – powiedziała – Boję się o Clary.
Objął ją w jeszcze silniejszym ucisku, aby
poczuła się bezpieczna.
- Wiem… wiem, Skarbie. – powiedział – Myślisz,
że powinniśmy obudzić ją?
Spojrzała na niego i się zastanowiła.
- Nie potrafi usiedzieć na miejscu, będzie
chciała iść. – powiedziała – Ale z drugiej strony Jonathan może się tu pojawić.
Nie wiem co robić. – spojrzała na niego.
- Obudzę i zostanie z nami. Nie pozwolę jej
iść, znając oczekiwania Jonathana.
Luke zniknął za rogiem, idąc obudzić Clary, a
Jocelyn została znowu sama w pokoju. Podeszła do stolika, gdzie leżał list i
szkatułka. Otworzyła ją i wyciągnęła pukiel białych włosów. Pamiętała je, aż za
dobrze. Następnie wyciągnęła zdjęcie swoje ze synem. Po jej policzku spłynęła
pojedyncza łza. Gdy Luke wrócił dostrzegła na jego twarzy strach.
- Co się stało? – zapytała przerażona.
Luke spojrzał na nią, szkatułkę i zdjęcie
trzymające w ręku Jocelyn.
- Gdzie jest Clary?- zapytała spanikowana.
- Gdzie jest Clary?- zapytała spanikowana.
Gdy na nią, spojrzał domyślała się co chce jej
powiedzieć.
- Zniknęła. – powiedział – Strój bojowy i miecz
również.
Przerażona Jocelyn pobiegła do pokoju. Po
chwili wyszła z niego w pełnym rynsztunku z bronią przy pasie. Luke wziął
kurtkę, otworzył drzwi i razem pobiegli na plac anioła.
***
Znajdowałam się w cytadelii. Przeszliśmy z
Jace’a ostatni przez portal i to co widzieliśmy nie zaskoczyło nas. Trwała
wojna. Wiedzieliśmy, że wysyłają naszych na jakąkolwiek śmierć. Nocni łowcy
walczyli z mrocznymi zaciekle, ale to nie wystarcza. Oni mają przewagę. Nie
dość, że mieli krew anioła, a teraz mają demona, to jeszcze są bliskimi. Nie
wiem czy potrafiłabym zabić swojego parabatai, matkę czy przyjaciela, gdyby był
mrocznym. Jace chwycił mnie za ramię i pociągnął do najbliższej bramy.
- Musimy uciekać. – spojrzał na pole walki –
Wszyscy zginiemy.
Położyłam dłonie na jego twarzy i obróciłam
jego głowę do siebie. Złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach. Pocałunek,
który mógł być pożegnaniem.
- Bądź ostrożny. – wyszeptałam.
Objął mnie w mocnym uścisku.
- Nie zachowuj się tak! – popatrzał na mnie –
Mówią tak osoby na pożegnanie. – pocałował mnie w skroń – Otwórz portal, a ja
zbiorę ich i wszyscy przeżyją, okej?
- Okej. – wyszeptałam.
Potem Jace wyjął swój miecz, popatrzał na mnie
i wbiegł w samą wojnę. Odwróciłam się i zaczęłam się poszukiwać miejsca, aby
otworzyć portal. Cytadela była zbudowana z kamieni. Naprawdę. Od środka
wyglądało to jakby ktoś zrobił dziurę w kamieniu. Były również schody, który
kojarzyły mi się z filmu władca pierścieni jak Frodo podążał do Mordoru.
Podbiegłam do najbliższej ściany i wyciągnęłam stelle. Dotknęła nierównej
powierzchni ściany palcem i przyłożyłam stelle, aby namalować runę. Poczułam
osoba znajdującą się za mną. Czułam wpatrzony wzrok osoby, chociaż że go nie
widziałam. Powoli się obróciłam i ujrzałam brata opierającego się o
przeciwległą ścianę.
- Opuść stelle. – powiedział z uśmiechem na
twarzy.
Przełknęłam ślinę i spełniłam prośbę brata.
Stella upadła koło moich nóg. Sebastian popatrzał na mnie i w tym momencie moje
ręka znalazła się rękojeści miecza. Wyciągnęłam go i stanęłam z nim przed
bratem. Bałam się, ale starałam się nie pokazywać tego po sobie. I bardzo
dobrze mi to szło.
- Miecz Morgensternów. – zdziwił się i zrobił krok w moja stronę – Zapomniałem
zapytać, tęskniłaś?
Wyprostowałam się i byłam gotowa pchnąć brata.
Zabić go.
- Za tobą? – zaczęłam się śmiać – Nigdy.
Uśmiechnął się.
- Kłamczucha. – powiedział – Twój chłopak ma
kłopoty.
Ostanie zdanie złamało mnie. Opuściła lekko
miecz i spojrzałam na miejsce za moim bratem. Dostrzegłam chłopca i jasnych
włosach w samym środku, który walczył z 3 mrocznymi. Podeszłam powoli, omijając
brata na krawędź wzgórza, aby bardziej go dostrzec. Sebastian stanął za mną.
- Nie macie szans i ty o tym wiesz. –
powiedział – Jestem od nich silniejszy.
Nie zważając na słowa brata, pobiegłam, aby
pomóc Jace’owi. Gdy byłam w pobliżu ukochanego jeden z mrocznych rzucił się na
mnie. Nie czekając na nic, wbiłam miecz w jego pierś. Mroczny upadł u moich
nóg. Teraz widziałam jego twarz. To ojciec Markusa Meenwoof’a! Widziałam go na
zdjęciach w sali anioła. Obróciłam się dalej zszokowana w stronę chłopca, do
którego podążałam. Pozostawiłam ciało mężczyzny i podbiegłam do Jace’a. Zdziwił
się na mój widok. Spojrzał za mnie i również zobaczył zwłoki mrocznego.
Uśmiechnął się smutno.
- Cudowna walka, nieprawdaż? – zapytał
Sebastian, zmierzający w ich stronę.
Jace wyszedł mu naprzeciw z mieczem w ręce i
naskoczył na niego. Sebastian był szybki. Chwycił nadgarstek Jace’a uścisnął go
tak, że chłopak upuścił miecz. Po chwili z ogromną szybkością brat wyciągnął
sztylet z pochwy i pchnął nim w ramię Jace’a. Usłyszałam własny krzyk.
Podbiegłam do niego i chwyciłam go gdy upadał. Mieczyk przebił ramię na wylot.
Wzięłam miecz Jace’a i wbiłam w pierś brata. Nie spodziewał się takiego czynu.
Zrobiłam krok w tył i spojrzałam na niego. Czekałam, aż upadnie, ale zamiast
tego uśmiechnął się i wyciągnął sobie broń z piersi. Wyrzucił ją na podłogę i
spojrzał na swoją splamioną krwią bluzkę.
- Lubiłem ją. – skwitował.
Stałam i patrzyłam na niego oszołomiona. Jakim
cudem nic mu nie jest? Powinien być martwy! Spojrzał na mnie i zobaczył moją
reakcję. Uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Nie pokonacie mnie, siostrzyczko. – zrobił
krok do niej – Przekaż Clave informację, że jestem nieśmiertelny. Prędzej czy
później oni się poddadzą albo zasmakują działania piekielnego kielicha. Ty
również. – spojrzał na nią – Chyba, że wrócisz do mnie. Będzie lojalna, a nie
użyję go na tobie. Pozwolę ci wziąć go – wskazał na Jace’a – Ale wróć do mnie.
- To ostatnia rzecz, której pragnę!- każde
słowo ociekało sarkazmem.
Uśmiechnął się.
- ale pragniesz. – skomentował ze śmiechem –
Twoja decyzja, siostrzyczko, ale i tak ja wygram, pamiętaj to. A tak na
marginesie – spojrzał na Jace’a – To nie chłopak dla ciebie.
I rozpłynął się w powietrzu.
Czytam twoje rozdziały i jakby były one dopełnieniem czy uzupełnieniem jak zwał tak zwał MNO Cassandry Clare, fajnie.
OdpowiedzUsuńAle się dzieje :)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńSuper. Nie wiem który raz to mówię. Kocham twojego bloga. W jeden dzień przeczytałam wszystkie rozdziały. Aż rodzice się wkurzyli. Ale nie żałuję. Kocham ten blog. Jak wydasz książkę to na pewno kupię !!!! Czekam z niecierpliwością na następny rozdział !!!!
OdpowiedzUsuńPS. Czytam MNO Cassandry i kocham ją, ale twoje też jest bardzo super. Ja ci to mówię. Będziesz tworzyć bestselery !!!! <3 A ja jestem twoją największą fanką !!!!!
http://opowiada-nia.blogspot.com/
Świetny, boski, cudowny i nie wiem jaki jeszcze <3
OdpowiedzUsuńMam tylko 1 pytanie kiedy następny rozdział ????
Jesteś świetna kocham kocham tego bloga <3