sobota, 10 maja 2014

Rozdział 21

Siedziałam na podłodze, związana, bezbronna. Nie mogłam nic zrobić, mogłam tylko płakać. Cóż innego mi zostało? Nie mogłam nic zrobić, żeby się wydostać. Błagałam Boga, żeby sprowadził ich. Jace, Isabelle, Alec’a.. nawet Maryse. Chce do mamy.. do Luke’a! Siedziałam i patrzałam na mojego paskudnego brata, który dogadywał się z demonem, żebym go pokochała. Wie, ze nigdy go nie pokocham, więc zniża się do najniższego poziomu i stosuje czar. Nienawidzę go! Co się stanie z moimi uczuciami do Jace’a? Przestanę go kochać? Stanie się dla mnie obojętny? Nie!  Prawdziwa miłość zawsze przetrwa. A co jeżeli tym razem wygrało zło? Wygra mój idiotyczny brat? Muszę go powstrzymać! Zaczęłam powoli szarpać rękami, aby poluźnić więzły. Starałam się nie okazywać żadnego triumfu na mojej twarzy, gdy mi się udawało. Gdy byłam bliska uwolnienia się, Sebastian się obrócił i podszedł do mnie. Schylił się i widząc moje prawie rozwiązane ręce, uśmiechnął się szeroko.
- Dziękuję ci, siostrzyczko. – powiedział – musimy się dosłownie połączyć węzłem, a ty mi naprawdę ułatwiasz pracę.
Słysząc te słowa na mojej twarzy znowu pojawił się strach. Łzy momentalnie popłynęły z moich oczu i spływały po policzkach. Sebastian rozwiązał mi do końca ręce. Zaczęłam się szarpać, bić go, ale on tylko się śmiał. Przytulił mnie i w momencie, gdy niczego się nie spodziewał, popchnęłam go z całej siły. Upadł, a ja podskakiwałam do linii pentagramu. Musiałam się z niego wydostać, ale trudno poruszać się z zawiązanymi nogami! Byłam już bliska celu, gdy na mojej drodze pojawił się demon. Popatrzył na mnie wyzywająco, po czym się uśmiechnął.
- Jesteś taka sama jak matka, ale pociąga cię również charakterek ojczulka.
Chciałam mu wykrzyczeć tyle przekleństw, ale na moich ustach pojawiła się dłoń. Krzyczałam, lecz nic się nie wydostawało z moich ust. Czułam silne, ciało za mną. Jego ramiona obejmowały mnie w żelaznym uścisku. Przegrałam, znowu. Powoli zniżałam się z bratem na ziemię. Po chwili pojawił się koło nas Dave’a z jakimś szalem czy liną..sama nie wiem. Usiadł koło nas i związał nasze ręce bardzo mocno. Wyglądał to jak szal, który używa się do małżeństw. Przyglądałam się mu i zastanawiałam, czemu mnie to spotyka? Gdy podniosłam głowę, Sebastian patrzył na mnie z dziwnym, szerokim, zwycięskim uśmiechem.
- Kocham cię, siostrzyczko. – powiedział z wyższością.
- Idź do diabła. – odburknęłam.
- Tylko gdy pójdziesz ze mną.
Popatrzałam na niego jak na wariata. On oszalał! Demon stanął nad nami z prawej strony, a po drugiej Dave. Czarodziej zaczął nas posypywać jakimś czarnym prochem i uniósł swoje ręce nad naszymi głowami. Odchylił lekko głowę do tyłu, zamknął oczy i otworzył usta. Demon ułożył dłonie na jego i zaczął mówić.
- Lorem par nodus amoris daemones adiuva me, adjuva me mala mundi erit Aug amori, auxilio verus. Ne dissipes illud Clary decimo affectus, qui animum ac revertar ad Jonathan. Qui enim secundum accidens Lilithh sic nobis.
Powtórzył to trzy razy, a za każdym razem coraz głośniej. Nagle zaczęłam coś czuć. Czułam się jakby moje serce złamało się na pół i nagle czułam smutek, żal do Jace’a. Nienawidziłam go, ale jednocześnie kochałam. Nigdy się tak nie czułam. Nawet, gdy powiedział, że między nami koniec. Potem poczułam smutek, jakiego nigdy nie czułam. Później nastąpiło najgorsze. Smutek powoli zmieniał się w radość i w moim sercu zaczynała gościć miłość, ale do złej osoby. Popatrzałam na Dave’a, a z jego buzi wylatują płomienie, a jego ręce nam nami świecą. Demon dalej paplał jakieś niezrozumiałe słowa. Gdy spojrzałam na Sebastiana to nie czułam do niego nienawiści. Miałam ochotę rzucić się na niego i zacząć całować. Po chwili szal plączący nasze dłonie zniknął. Zakończył się czar, ale nie wiem jaki. Mój brat przytulił mnie, a ja odwzajemniłam go. Podnieśliśmy się razem z podłogi i wtedy moje nogi objęły jego biodra. Popatrzeliśmy sobie w oczy przez dłuższą chwile i nasze usta się spotkały. Miał takie zimne, ale spragnione pieszczot usta. Całowaliśmy się łapczywie, głęboko i namiętnie, dopóki nie przerwał nam Dave.
- Sebastian! Musimy uciekać, natychmiast!- krzyknął.
- Czemu? – zdziwił się.
- Demon powiedział, że jego syn próbuje odnaleźć ciebie przeze mnie więc za niedługo tu będą.
- Cholera! – popatrzał na mnie – Chodź, kochanie. – Przepuścił mnie – Mam nadzieję, że chcesz zobaczyć Florencję. – uśmiechnął się.

***
Jace, Isabelle i Alec, Magnus siedzieli przy okrągłym stole. Na środku leżała mapa i czarodziej się pochylał nad nią. Z jego rąk błyskały fioletowe płomienie. Wymawiał jakieś słowa po grecku, których nie rozumieli. Patrzeli na czarodzieja albo na mapę. Po kilku chwilach na mapie pojawił się czerwony ślad i krążył. Zatrzymał się na Francji i Paryżu.
- Są tutaj. – oznajmił Magnus.
- Świetnie, przeszukajmy cały Paryż, bo mamy na to czas.- odburknął sarkastycznie Jace.
- Jace..- skarcił go Alec – Da się określić konkretny pobyt Sebastiana?
Przez chwile nie odpowiadał.
- Mam pomysł.
 Wyszedł z pokoju i wrócił z wielkim pudłem na rękach. Wyciągnął z niej tablice do wywoływania duchów.
- Masz za mało atrakcji? – obruszył się Jace.
- Nie. – popatrzał na niego – Określę hotel w jakim są, ale potrzebuje literek, więc przymknij się.
Wypowiedział parę słów, tym razem po łacinie. Na tablicy zaczęły przemieszczać się literki. Po chwili ukazał się wyraz „ vin”.
- Nie rozumiem. – skomentowała Isabelle.
- To nazwa hotelu. – oznajmił Magnus.
- Znam go! – krzyknął Alec.
- No to na co czekamy? – ucieszył się Jace – Chodźmy po moją dziewczynę.  I pierwszy zerwał się z krzesła i stanął pod ścianą, gdzie zwykle otwierali bramę.

***
Maryse od dłuższego czasu próbuje dodzwonić się do Magnusa.
- Znasz tego czarodzieja? – zapytał brat Enoch.
- Przykro mi, ale nie odbierają. – obróciła się – Coś musiało się stać.
W drzwiach pojawił się George Verlac.
- Jak tam, Maryse? – zapytał troskliwie.
- George, masz za zadanie wrócić do instytutu i zobaczyć czy wszystko w porządku. Mam złe przeczucia.
- Tak jest. Mam kogoś wziąć ze sobą?
- Weź Eric’a.
Wyszedł.
- A da się cokolwiek zrobić?  Zapytała zdesperowana Maryse.
- Możemy zobaczyć gdzie jest duże zużycie magii. – powiedział brat Zachariasz w progu drzwi.
- Nie wiemy, czy to się uda, Zachariasz. – powiedział gniewnie brat Enoch.
- Ale możemy spróbować. – kontynuował brat Zachariasz.
- Proszę. – powiedziała błagalnie Maryse.
- Przejdźmy do Sali. – odpowiedział brat Enoch.

5 komentarzy:

  1. Wspieram Cię całym sercem. Powodzenia w dalszym pisaniu. Będę czytać tego bloga aż do zakończenia <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś po prostu niesamowita! Rozdziały stają się coraz ciekawsze no i oczywiście dłuższe. Czekam z niecierpliwością jak to się zakończy!
    Emersion :*

    OdpowiedzUsuń
  3. ajj jesteś 2 w kolejności moim ukochanym blogiem(na 1 miejscu jest "Łatwe jest zejście do piekieł" ale i tak go kocham
    czekam z radością na następne rozdziały

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam na porządną bitwę dobra ze złem, mam nadzieję że Jace dołoży tak Sebastianowi że ten się nie pozbiera i będzie to walka na śmierć i życie

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham twojego bloga. Jest na pierwszym miejscu na mojej liście !!! :D <3

    OdpowiedzUsuń