piątek, 28 marca 2014

Rozdział 4

- Co? Nowy trener? - zapytała Isabelle
- Tak, Izzy. Musimy wrócić do normalności. - powiedziała Maryse.
Isabelle nie potrafiła uwierzyć, ze matka powiedziała takie słowa. Dobrze wie, że szykuję się wojna, a ona zachowuję się nierozsądnie. Clave powinno się przygotowywać, opracowywać plan ataku i obrony, znaleźć Sebastiana!
- Mamo, mamy ważniejsze sprawy na głowie. Sebastian...- powiedział Alec.
- Nie! Sebastian jest zadaniem Clave, a my mamy wrócić do normalności. Mamy zadanie zabijać demony w obrębie instytutu więc to róbmy. - odrzekła Maryse.
- Chyba sobie żartujesz! Sebastian..- zaczęła Isabelle.
- Jest zadaniem Clave! - krzyczała Maryse - A teraz wyjdźcie stąd! - wskazała na drzwi.
Pierwszy poruszył się Alec, wziął książki do ręki i lekko popchnął Isabelle w kierunku drzwi. Isabelle nie mogła w to uwierzyć, w to jak potraktowała ich matka. Nigdy się tak do nich nie odzywała. Gdy znaleźli się pod pokojem dziewczyny, wtedy pierwszy raz odezwał się Alec.
- Izzy, poszukaj coś w tej książce, - podał jej książkę pt. ' Matka śmierci ' - a ja pozostanę przy tej. - wskazał na ' Daemones '.
- Dobrze. Jak coś znajdę to..
- Zapisuj i rano daj mi swoje notatki. Ja postaram się rano skontaktować z Magnusem. - na dźwięk tego imienia Alec'owi zrzedła mina.
- Nie musisz Alec - zaczęła Isabelle.
- Muszę Izzy. Dobranoc. - Odwrócił się i poszedł korytarzem w stronę swojego pokoju.

***

Leżałam na łóżku, zasypiając,gdy nagle usłyszałam otwieranie drzwi. Poczułam, że to Jace, ale byłam na niego tak bardzo zła, że nie odwróciłam się. Byłam zwrócona do niego tyłem i miałam nadzieję, że pomyśli,  że śpię i wyjdzie. Nie miałam ochoty go widzieć.
- Clary... przepraszam- powiedział.
Wyczulam w jego głosie prawdziwy smutek, ale nie mogłam się złamać. Nie chce z nim rozmawiać.
- Chciałbym zauważyć, że kłócimy się z powodu Sebastiana.... - zaczął.
Nie wytrzymałam.
- Nie z powodu Sebastiana, tylko dlatego, że coś przede mną ukrywasz!
- Możemy porozmawiać?
- Przecież rozmawiamy.
- Nie, to nie jest rozmowa. Kłócimy się teraz o... Posłuchaj chce ci to wszystko wyjaśnić na spokojnie. - zaczął
Widząc, że uspokoiłam się, Jace kontynuował.
- Byli u mnie Cisi Bracia rano...- głos mu się załamał.
- Jace? Co się wtedy stało? Co powiedzieli? - wstała z łóżka i chciała podbiec do Jace, przytulić, pocieszyć, uspokoić, ale on wyciągnął rękę, aby się zatrzymała.
- Lepiej usiądź Clary.
Przed dłuższy czas patrzeli sobie głęboko w oczy. W końcu Clary usiadła, a po chwili Jace do niej podszedł, ukląkł przed nią, położył głowę na nogach i mówił dalej.
- Tak bardzo boję się Clary, że już cię nie zobaczę. Twoich rudych włosów w moich rękach, dużych zielonych oczów wpatrzonych we mnie, Twojego dotyku na moim ciele.
Jego słowa przyprawiały mnie o dreszcze. Mówił, tak jakby miał mnie nigdy więcej nie zobaczyć.. Jakby..
- Clary.. umieram. - wyznał.
- Co ty mówisz? - jej głos się załamał.
- To coś co mam w sobie, niebiański ogień.... on mnie zabija.
- Nie... to moja wina.- powiedziała przez łzy.
- To nie twoja wina! Dlatego ci nie chciałem mówić!
- Jace.. to ja cię przebiłam mieczem, powinnam Sebastiana, a.. - urwała.
- Nie miałaś wyboru, wiesz o tym.
Nastąpiła cisza.
Gdybym wtedy odważyła się ominąć Jace'a i pobiec do Sebastiana... zabiłabym go. Nie byłoby tej rozmowy, problemów, zbliżającej się wojny i.... i mojego brata. Powinnam postąpić zupełnie inaczej. Teraz przez moja decyzję ucierpią przyziemni, podziemni i co najważniejsze... Jace.
Poczułam rękę na policzku, a po chwili jego usta na moich ustach. Przerwałam pocałunek i zapytałam.
- Jace, co dokładnie ci jest? Jak ci pomóc?
Popatrzył na nią i przytulił. Zaczął jej szeptać do ucha.
- Wypala mi wnętrzności, niszczy od środka. Cisi Bracia nie wiedzą jak się tego pozbyć ze mnie, ale brat Zachariasz znalazł jakąś roślinę, która złagodzi skutki.
- Przepraszam Jace... naprawdę przepraszam..- powiedziała ze smutkiem.
- Nie masz za co przepraszać. Simon poszedł załatwić mi tą roślinę.
- Co? Simon? - zszokowała się.
- Spokojnie, jest z Magnusem.
- Myślałam, że odkąd zerwał z Alec'em już nam nie pomaga.
- Też tak myślałem, ale zrobił wyjątek.
Leżeli tak przez kolejną godzinę, wtuleni w siebie, wspominając początki ich znajomości. Zmęczenie nad Clary wzięło górę i zasnęła w ramionach chłopaka. Jace wstał, utulił ją, po czym cicho wyszedł z pokoju.

2 komentarze:

  1. A teraz trochę dramatyzmu...Jace'a zabija niebiański ogień ...masz olbrzymi talent, jestem twoją fanką, piszesz tak, że wyczekuję już kolejnych rozdziałów

    OdpowiedzUsuń
  2. Tego się nie spodziewałam tylko nie Jace <3
    Kocham kocham i jeszcze raz kocham dużo weny

    OdpowiedzUsuń