Jace nie poruszył się nawet o krok. Patrzał od czasu do czasu na mnie, ale całkowitą jego uwagę przejął ojciec. Widziałam, że jest zszokowany informacją, że Stephen Herondale żyje, ale nie wiem czy jest z tego powodu smutny, zły, szczęśliwy. Trudno odgadnąć jego humor.. zawsze było trudno. Moje ramię zaczynało coraz bardziej krwawić, dlatego oderwałam fragment bluzki jednego ze złych nocnych łowców, który martwy leżał obok mnie. Przycisnęłam sobie do rany i lekko zajęczałam z bólu. Jace nawet na mnie nie zerknął. Całą uwagę obdarzył czarodzieja. Spojrzałam Na chłopca, który stał za Jace’em ze szerokim uśmiechem. Złapaliśmy kontakt wzrokowy i zaczął kierować się w moją stronę. Szybko wstałam i szybkim krokiem zaczęłam uciekać zostawiając ukochanego w szponach ojca. Dobiegłam do schodów prowadzących do różnych pokoi. Obejrzałam się za siebie, lecz nigdzie nie dostrzegłam brata. Zaczęłam się kierować do pokoju Isabelle. Zatrzymałam się przy drzwiach Max’a. Pamiętam jak pierwszy raz go zobaczyłam. Mały chłopiec z burzą włosów. W jego idealnie niebieskich oczach dostrzegałam zaufanie, miłość, zdolność do poświęceń. Byłby doskonałym nocnym łowcą tak samo jak jego rodzeństwo. Gdyby nie Sebastian, dalej by żył. Nie wiem co mną pokierowało, ale pociągnęłam za klamkę i weszłam do środka. W kącie stało łóżko, a na nim jeden z egzemplarzy mangi. Wspomnienia uderzyły we mnie. Ja pokazałam mu jak ją czytać. Obiecałam mu, że kupię mu więcej książek z tej serii. Na parapecie stały małe żołnierzyki. Pamiętam jak Isabelle mówiła, że dostał je od Jace’a. Usłyszałam kroki brata na korytarzu. Podskoczyłam do szafy, który kiedyś należała do chłopca. Otworzyłam i zdziwiłam się. Myślałam, że będzie pusta. Myślałam, że Maryse pozbyła się wszystkiego. Pełno ubrań wisiało na wieszakach, a na dole szafy były ustawione równo buty. Dostrzegłam na dolnych rogach mebla dosyć grube szerokie szczeliny. Włożyłam w nie palce i pociągnęłam do siebie. Drugie dno. Znajdowały się tam przeróżne bronie. Małe sztyleciki, jeden większy miecz, strzały. Niektóry były robione ręcznie. Może nie tak precyzyjnie jak te, które wykonały żelazne siostry, ale również dobrze. Nie spodziewałam się, że dziesięcioletni chłopiec wykona taką pracę. Obok broni była lekko zakrwawiona szmatka i kilka przyrządów do robienia broni. Moją uwagę przykuła mała żółta sakiewka. Wyciągnęłam ją i rozwiązałam zawartość. Moje zdziwienie dzisiaj osiągnęło najwyższy stopień. Max miał czysty adamas. Zawiązałam go i odłożyłam na miejsce. Wzięłam trzy sztylety, które włożyłam sobie koło nóg i jeden przy pasie. Pożyczyłam również miecz, strzały i łuk. Resztę zakryłam płyta i zamknęłam szafę. Wyszłam na korytarz na poszukiwanie brata. Otwierałam po kolei drzwi, lecz nigdzie go nie było. Zrezygnowana zaczęłam iść w stronę trwającej bitwy, gdy nagle usłyszałam cichy śmiech za mną.
***
Nocni łowcy walczyli z przemienionymi przed Sebastiana potworami. W samym środku wojny stał Jace, a naprzeciwko jego ojciec.
- Pracujesz dla niego? – zdołał łagodnie wykrztusić Jace.
Jego gardło ściskało się, na samą myśl o ojcu, a teraz ma go żywego przed sobą.
- Nie mam wyboru, Jonathanie.
Jace wybuchł ironicznym śmiechem.
- Kłamiesz. – zaczął – Zawsze ma się jakieś wybór, ale ty wybrałeś drogę przeciwko dobru… przeciwko synu. Nienawidzę cię.
Słowa zraniły Stephena. Chłopak trafił w czuły punkt ojca. Po policzku czarownika poleciała łza, lecz od razu ją wytarł, starając nie pokazywać się emocji, które są w nim.
- Nie znasz całej historii. Starałem się ratować ciebie i matkę. – patrzył na niego z tęsknotą.
- Właśnie widzę jak nas uratowałeś. – Podszedł do niego bliżej – Zniszczyłeś nas.
Jace wyciągnął z precyzją miecz i wbił ją w bok ojca. Stephen nie spodziewał się takiej reakcji u własnego syna. Myślał, że uda mu się go uratować. Z jego palców wyleciał beżowy płomień i trafił Jace’a prosto w klatkę piersiową. Odrzuciło go na przeciwległą ścianę. Czarodziej podszedł do chłopca.
- Musisz uciekać, Jonathanie. Za niedługo wszystko zniknie z powierzchni ziemi. – powiedział.
- Uwolnij Clary od niego. – wykrztusił. – Błagam cię, ojcze.
- Przykro mi i- rzekł przepraszającym tonem - Zostałem wezwany na bitwę, po to, aby ich połączyć. Sebastian wiedział, że się pojawicie, a w czasie gdy znajdowali się na tym samym polu bitwy połączyłem swoje siły z wieloma demonami na połączenie tych dwojga węzłem. – spojrzał na syna – Nie mogłem nic zrobić, a teraz uciekaj póki jeszcze możesz.
Jace z trudem podniósł się z podłogi i stanął naprzeciw ojca patrząc się na niego ze złością.
- Lepiej byłoby gdybyś umarł. – powiedział.
- Nie wiesz co mówisz, Jonathanie. – pokazał na niego palcem – A teraz idź, zabierz Clary i uciekajcie. Uratuj ją, synu.
Czarodziej obrócił się i poszedł w głąb wojny. Jace zaczął się rozglądać w poszukiwaniu ukochanej, lecz nigdzie jej nie dostrzegał. Poczuł ogromny strach i wbiegł w tłum nocnych łowców za ojcem.
***
Obróciłam się i tak jak myślałam. Sebastian stał na końcu korytarza w najciemniejszym miejscu. Gdy wyszedł na jego twarzy widniał szeroki uśmiech.
- Szukasz kogoś, siostrzyczko? – zapytał zbliżając się powoli do niej.
Nie czekając na dalsze prowokacje, wyciągnęłam sztylet i rzuciłam w nim w brata. Nie spodziewał się tego. Wydał okrzyk bólu, a ja razem z nim. Poczułam ogromny ból na brzuchu, a po chwili zaczęłam krwawić. Słyszę w głowie słowa brata „ jesteśmy połączeni”. To wszystko komplikowało… ale z drugiej strony ułatwiało. Mój brat popatrzył na mnie i wybuch śmiechem.
- Zapomniałaś? – uśmiechnął się – Jesteśmy jednym… Należymy do siebie.
- Nie.
Wyciągnęłam mały sztylet z nogi i przyłożyłam sobie do szyi. Sebastian widząc moje zamiary chciał podskoczyć do mnie i wyrwać mi go, ale odskoczyłam.
- Nie ruszaj się. – ostrzegłam – Jeśli ja umrę.. – pokazałam na niego palcem – ty też.
- Nie rób tego, Clary. – prosił Sebastian.
Chciał podejść do mnie, lecz upadł. Traciłam stanowczo za dużo krwi. Zaczynałam słabnąć… tracić obraz. Sztylet, który trzymałam w dłoni, zaczął stawać się coraz cięższy. Nie wiem kiedy upadł mi na podłogę, a zaraz po nim ja również. Ostatnie co widziałam to czarne oczy brata, wpatrzone we mnie oraz głos Jace’a krzyczący moje imię.
Bosko, bosko i jeszcze raz bosko <3
OdpowiedzUsuńPs. ciekawi mnie ile będzie rozdziałów tego wspaniałego opowiadania
Jedyne co przychodzi mi teraz na myśl to wow. Super rozdział. Czekam na następny ^-^
OdpowiedzUsuńWiesz , że piszesz zbyt ciekawie by móc czekać znów kilka dni na kolejne rozdziały...już jestem głodna kolejnych wieści a tu czekać trzeba ;-( ach jakie to trudne
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam rozdział i nie mogę usiedzieć w miejscu, bo muszę czekać na kolejny :(
OdpowiedzUsuńAle rozdział genialny, oby tak dalej <3
Przeczytałam i nie mogę usiedzieć w miejscu, bo trzeba czekać na kolejny rozdział :(
OdpowiedzUsuńAle notka genialna <3