Rozdział
28
Obudziłam
się w łóżku. Powoli wstałam i poczułam dłoń na moim udzie. Obróciłam się i
ujrzałam Jace’a siedzącego obok na krześle z głową na łóżku i ręką wyciągniętą
do mnie. Wyglądał tak bezbronnie jak spał. Gdy poruszyłam się to jego głowa
uniosła się i zaspane oczy popatrzały na mnie.
-
Clary.. – wyszeptał.
Dotknęłam
powoli jego twarzy. Przejechałam po rysach jego brody i policzkach. Przez sam
dotyk poczułam prąd oraz przyciąganie naszej dwójki do siebie.
-
Kocham cię. – powiedziałam.
Rzucił
się na mnie i objął swoimi silnymi ramionami. Jedną rękę włożył w moje włosy,
przyłożył sobie to twarzy i głęboko pochłonął ich zapach. Moje ręce również
powędrowały do jego złocistych, miękkich włosów. Po chwili nasze usta zetknęły
się.. powoli, ale zmysłowo. Nasze nosy przywierały do siebie idealnie.
Zatraciliśmy się w namiętnym, głębokim pocałunku. Pieściliśmy nasze języki
nawzajem, a ja poruszałam przy tym biodrami. Jace’a ewidentnie jeszcze bardziej
to podniecało.
-
no, no no… - powiedział Alec.
Odskoczyliśmy
od razu od siebie. Po schodach schodził najstarszy z braci, a Isabelle podążała
za nim.
-
Miło cię widzieć, Clary – powiedziała – Miło widzieć was razem.
Rozejrzałam
się po pomieszczeniu. Znajdowałam się w dużej Sali, gdzie znajdowało się wiele
łóżek. Najprawdopodobniej była to skrzydło lecznicze. Obok łóżka na szafce były
dwie szklanki. W jednej była woda, ale w drugiej jakaś niebieska substancja.
Jace widząc mój wzrok, powiedział:
-
Brat Zachariasz przyniósł ci lekarstwa – spojrzał mi w oczy – Musisz je zażyć.
Wzięłam
do ręki niebieski płyn i jednym haustem wypiłam zawartość naczynia. Po chwili
zaczęło moje gardło płonęło żywym ogniem. Zaczęłam kaszleć i się dławić. Jace
poskoczył do mnie i wmuszał we mnie drugą szklankę. Nie chciałam pić… szarpałam
się, ale na ramionach poczułam silne ramiona. Alec. Przytrzymał mnie, Isabelle
rozchyliła mi usta, a Jace wlał zawartość. Po kilku minutach przestałam czuć
ból w gardle. Mogłam znowu normalnie mówić.
-
Gdzie jestem?
To
jedno z pytań, które mnie dręczyło. Drugim oczywiście był mój brat.
-
W Alicante. –Isabelle.
-
Idrys.. – wyszeptałam.
-
Dokładnie. – powiedział Jace chwytając mnie za rękę.
Musiałam
się dowiedzieć co z nim.
-
Co z nim? – popatrzałam na nich – Co ze Sebastianem?
Chciałam
zadać tak wiele pytań.. czy żyje? Gdzie jest? Czy jest ranny? Co mówił? Czy mogę
go zobaczyć?
-
Był w lochach. – odpowiedział Jace.
Chwile
musiałam się zastanowić nad jego odpowiedzią. Atmosfera w pokoju zrobiła się niekomfortowa.
Isabelle miała spuszczoną głowę, możliwe, że płakała. Usta Alec’a były cienką
linią i widać było jego zirytowanie, a Jace był skupiony na jednym punkcie.
-
Był? – wyszeptałam.
-
Uciekł dwa dni temu. – powiedział Alec.
-
Dwa?! – krzyknęłam, nie ukrywając zdziwienia.. – W takim razie..
-..ile
byłaś nieprzytomna? – dopowiedział Jace .. spojrzał na nią – ponad tydzień.
***
Maryse
siedziała w swoim pokoju. Przeglądała zdjęcia, i znowu trafiła na Logana
Lovestern’a. Wyciągnęła teczkę z jego danymi i analizowała je. Po chwili
znalazła miejsce zamieszkania oraz kontakt. Wzięła do ręki komórkę i zawahała
się. Powinna zadzwonić? Potrzebują ich.. Sebastian.. wybrała numer i nacisnęła
zieloną słuchawkę.
Po
siedmiu sygnałach odezwał się znajomy dawny głos.
-
Słuchałam?
-
Logan Lovestern? – zapytała niepewnie.
W
słuchawce przez dłuższą chwile panowała cisza.
-
Maryse Lightwood. – usłyszała.
Po
jej twarzy popłynęła maleńka pojedyncza łza.
-
Skąd wiedziałeś?
-
Wszędzie rozpoznam ten głos, Marry. – powiedział – Co się stało, że po latach
odzywasz się do … kochanka?
Zabolał
ją sarkazm w jego głosie.
-
Potrzebuje twojej pomocy. – wyszeptała.
W
słuchawce rozbrzmiał śmiech Logana.
-
No tak.. – powiedział z ledwością – Nie zadzwoniłabyś bezinteresownie.
-
Clave ma ogromne kłopoty. Potrzebuje pomocy czarowników i błagam cię Logan..
czy mógłbyś..
-
Przyjechać i pomóc? – powiedział – Znowu powiesz zrób to dla mnie? Nasz romans
się skończył, Maryse. Nie muszę nic już robić dla ciebie. Przykro mi, ale idealnie
mi jest tutaj.
Po
tych słowach mężczyzna się rozłączył.
Maryse
zaczęła przeglądać innych czarodziei i prosiła ich o pomoc. Chętnych proszą o
przyjazd do Idrysu. Będzie ponowne zawarcie przymierza z przyziemnymi i..
wojna, tylko tym razem wróg jest o wiele potężniejszy. Wysłała ponownie tej
samej treści wiadomość Loganowi. Potem wzięła walizkę i razem z Robertem udali
się do portalu przenoszącego do Alicante, który otworzył Bane. Czarodziej
również został wezwany do posiedzenia rady więc udał się z Lightwood’ami.
***
Na
najwyższym krześle zasiadł konsul Felix Leeburn. Pozostałe miejsca zasiedli
przedstawiciele poszczególnych grup. Na miejscu linaktropów – Luke, wapirów –
Raphael, czarowników – Magnus, a fearie- Meliorn. Jedno miejsce pozostało
puste, dla inkwizytora. Usiadłam w pierwszym rzędzie, koło Jace’a wraz z
rodzicami Isabelle i Alec’a.
-
Dziękuje wszystkim za przybycie – powiedział konsul – Zebraliśmy się tutaj,
ponieważ Jonathan Morgenstern został uwolniony z lochów dwa dni temu. Nie wiemy
jak wróg i jego sprzymierzeńcy dotarli tutaj bez włączenia alarmu. Szykujcie
się na wojnę, która z pewnością nadejdzie, gdy chłopak odzyska siły. Dostałem
informacje, że podczas jego nieobecności zostały zaatakowane cztery instytuty.
W Londynie, Hiszpanii, Grecji i Alasce. Nocni łowcy, którzy przeżyli
poinformowali, ze widzieli czarodzieja – spojrzał na naszą dwójkę – Stephen Herondale
współpracuje z wrogiem więc jest również uznawany za wroga. A teraz chce
przedstawić wam nowego Inkwizytora. George Verlac, wystąp. – ogłosił.
Po
chwili z tłumy wyszedł Verlac.
-
Dziękuję, panie.
-
Proszę zając miejsce – wskazał na krzesło obok siebie – a teraz wprowadźcie
świadków.
Po
chwili do sali weszło około dziesięciu osób. Byli w różnym wieku. Od małego,
który nie umiał jeszcze chodził do najstarszych, w wieku Jace’a.
-Markus
Meenwood – powiedział konsul – Proszę o podejście do nas i poddanie się testowi
miecza.
Najstarszy
chłopiec pewnym krokiem wszedł na podium, wziął miecz i czekał na pytania.
-
Instytut został zaatakowany. Co widziałeś? Kto tam był? – powiedział konsul
Mina
chłopaka stężała. Wiedziałam jakie katusze teraz przechodzi, ponieważ sama to
przeżyłam. Gdy Sebastian „porwał” Jace’a, przesłuchiwali mnie kilka razy z
nadzieją, że czegoś się dowiedzą, Miecz powoduje ból, nawet jak mówisz prawdę,
a co dopiero jak skłamiesz.
-
Widziałem nocnych łowców, ale to nie byli oni. Tylko tak wyglądali, ale byli
bardziej mroczni. Ich oczy były czarne, a twarz bez wyrazu. Mieli na sobie
czerwone szaty z kapturem, a na czele tej armii stał wysoki czarownik. Rodzice,
wujkowie.. wszyscy próbowali odeprzeć atak, ale oni byli silniejsi. Widziałem
jak schwytali mamę i podali jej kielich anioł a, ale on był nie był złoty, lecz
czarny.. czarny jak smoła – po jego policzku spłynęła łza – Gdy go wypiła to
już nie była taka sama.. Walczyła dla nich.. jej twarz była zarazem ta sama,
ale inna. To samo się stało z ojcem.. potem pobiegłem po Effie i Caroline i
uciekłem do Idrysu przez portal.
Inkwizytor
odebrał od chłopca miecz i kiwnął mu, aby odszedł.
-
Sebastian ma armię. Stworzył ją dzięki piekielnego kielicha. Wojna nadchodzi, a
my potrzebuje was, aby ją wygrać – kontynuował konsul – Oni nie są już nocnymi
łowcami. Jedynym ratunkiem dla nich jest śmierć więc nie wahajcie się zabić
najbliższych. Następna narada jurto z rana, a na razie proszę się rozejść i
modlić się o następny spokojny dzień.
Czadowo! Czekam na następny <3
OdpowiedzUsuńPomalutku małymi krokami zbliżasz się do oryginału, tam tez młodego Juliana Blackthorna testowano Mieczem... podoba mi bardzo, ale te sceny Clary i Jacea mogłyby w końcu nie być przerywane ;-)
OdpowiedzUsuńJuż nie mogę doczekać się kolejnego <3
OdpowiedzUsuńzakochałam się w twoim blogu <3 czekam na nexta ;*
OdpowiedzUsuńWłaśnie się skapnęłam :P
OdpowiedzUsuńCzyżby Effie uciekła z Kapitolu ?
Suuper blog!! Koffam go! Kiedy next?
OdpowiedzUsuń