niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 28

Obudziłam się w łóżku. Powoli wstałam i poczułam dłoń na moim udzie. Obróciłam się i ujrzałam Jace’a siedzącego obok na krześle z głową na łóżku i ręką wyciągniętą do mnie. Wyglądał tak bezbronnie jak spał. Gdy poruszyłam się to jego głowa uniosła się i zaspane oczy popatrzały na mnie.
- Clary.. – wyszeptał.
Dotknęłam powoli jego twarzy. Przejechałam po rysach jego brody i policzkach. Przez sam dotyk poczułam prąd oraz przyciąganie naszej dwójki do siebie.
- Kocham cię. – powiedziałam.
Rzucił się na mnie i objął swoimi silnymi ramionami. Jedną rękę włożył w moje włosy, przyłożył sobie to twarzy i głęboko pochłonął ich zapach. Moje ręce również powędrowały do jego złocistych, miękkich włosów. Po chwili nasze usta zetknęły się.. powoli, ale zmysłowo. Nasze nosy przywierały do siebie idealnie. Zatraciliśmy się w namiętnym, głębokim pocałunku. Pieściliśmy nasze języki nawzajem, a ja poruszałam przy tym biodrami. Jace’a ewidentnie jeszcze bardziej to podniecało.
- no, no no… - powiedział Alec.
Odskoczyliśmy od razu od siebie. Po schodach schodził najstarszy z braci, a Isabelle podążała za nim.
- Miło cię widzieć, Clary – powiedziała – Miło widzieć was razem.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Znajdowałam się w dużej Sali, gdzie znajdowało się wiele łóżek. Najprawdopodobniej była to skrzydło lecznicze. Obok łóżka na szafce były dwie szklanki. W jednej była woda, ale w drugiej jakaś niebieska substancja. Jace widząc mój wzrok, powiedział:
- Brat Zachariasz przyniósł ci lekarstwa – spojrzał mi w oczy – Musisz je zażyć.
Wzięłam do ręki niebieski płyn i jednym haustem wypiłam zawartość naczynia. Po chwili zaczęło moje gardło płonęło żywym ogniem. Zaczęłam kaszleć i się dławić. Jace poskoczył do mnie i wmuszał we mnie drugą szklankę. Nie chciałam pić… szarpałam się, ale na ramionach poczułam silne ramiona. Alec. Przytrzymał mnie, Isabelle rozchyliła mi usta, a Jace wlał zawartość. Po kilku minutach przestałam czuć ból w gardle. Mogłam znowu normalnie mówić.
- Gdzie jestem?
To jedno z pytań, które mnie dręczyło. Drugim oczywiście był mój brat.
- W Alicante. –Isabelle.
- Idrys.. – wyszeptałam.
- Dokładnie. – powiedział Jace chwytając mnie za rękę.
Musiałam się dowiedzieć co z nim.
- Co z nim? – popatrzałam na nich – Co ze Sebastianem?
Chciałam zadać tak wiele pytań.. czy żyje? Gdzie jest? Czy jest ranny? Co mówił? Czy mogę go zobaczyć?
- Był w lochach. – odpowiedział Jace.
Chwile musiałam się zastanowić nad jego odpowiedzią. Atmosfera w pokoju zrobiła się niekomfortowa. Isabelle miała spuszczoną głowę, możliwe, że płakała. Usta Alec’a były cienką linią i widać było jego zirytowanie, a Jace był skupiony na jednym punkcie.
- Był? – wyszeptałam.
- Uciekł dwa dni temu. – powiedział Alec.
- Dwa?! – krzyknęłam, nie ukrywając zdziwienia.. – W takim razie..
-..ile byłaś nieprzytomna? – dopowiedział Jace .. spojrzał na nią – ponad tydzień.

***
Maryse siedziała w swoim pokoju. Przeglądała zdjęcia, i znowu trafiła na Logana Lovestern’a. Wyciągnęła teczkę z jego danymi i analizowała je. Po chwili znalazła miejsce zamieszkania oraz kontakt. Wzięła do ręki komórkę i zawahała się. Powinna zadzwonić? Potrzebują ich.. Sebastian.. wybrała numer i nacisnęła zieloną słuchawkę.
Po siedmiu sygnałach odezwał się znajomy dawny głos.
- Słuchałam?
- Logan Lovestern? – zapytała niepewnie.
W słuchawce przez dłuższą chwile panowała cisza.
- Maryse Lightwood. – usłyszała.
Po jej twarzy popłynęła maleńka pojedyncza łza.
- Skąd wiedziałeś?
- Wszędzie rozpoznam ten głos, Marry. – powiedział – Co się stało, że po latach odzywasz się do … kochanka?
Zabolał ją sarkazm w jego głosie.
- Potrzebuje twojej pomocy. – wyszeptała.
W słuchawce rozbrzmiał śmiech Logana.
- No tak.. – powiedział z ledwością – Nie zadzwoniłabyś bezinteresownie.
- Clave ma ogromne kłopoty. Potrzebuje pomocy czarowników i błagam cię Logan.. czy mógłbyś..
- Przyjechać i pomóc? – powiedział – Znowu powiesz zrób to dla mnie? Nasz romans się skończył, Maryse. Nie muszę nic już robić dla ciebie. Przykro mi, ale idealnie mi jest tutaj.
Po tych słowach mężczyzna się rozłączył.
Maryse zaczęła przeglądać innych czarodziei i prosiła ich o pomoc. Chętnych proszą o przyjazd do Idrysu. Będzie ponowne zawarcie przymierza z przyziemnymi i.. wojna, tylko tym razem wróg jest o wiele potężniejszy. Wysłała ponownie tej samej treści wiadomość Loganowi. Potem wzięła walizkę i razem z Robertem udali się do portalu przenoszącego do Alicante, który otworzył Bane. Czarodziej również został wezwany do posiedzenia rady więc udał się z Lightwood’ami.

***
Na najwyższym krześle zasiadł konsul Felix Leeburn. Pozostałe miejsca zasiedli przedstawiciele poszczególnych grup. Na miejscu linaktropów – Luke, wapirów – Raphael, czarowników – Magnus, a fearie- Meliorn. Jedno miejsce pozostało puste, dla inkwizytora. Usiadłam w pierwszym rzędzie, koło Jace’a wraz z rodzicami Isabelle i Alec’a.
- Dziękuje wszystkim za przybycie – powiedział konsul – Zebraliśmy się tutaj, ponieważ Jonathan Morgenstern został uwolniony z lochów dwa dni temu. Nie wiemy jak wróg i jego sprzymierzeńcy dotarli tutaj bez włączenia alarmu. Szykujcie się na wojnę, która z pewnością nadejdzie, gdy chłopak odzyska siły. Dostałem informacje, że podczas jego nieobecności zostały zaatakowane cztery instytuty. W Londynie, Hiszpanii, Grecji i Alasce. Nocni łowcy, którzy przeżyli poinformowali, ze widzieli czarodzieja – spojrzał na naszą dwójkę – Stephen Herondale współpracuje z wrogiem więc jest również uznawany za wroga. A teraz chce przedstawić wam nowego Inkwizytora. George Verlac, wystąp. – ogłosił.
Po chwili z tłumy wyszedł Verlac.
- Dziękuję, panie.
- Proszę zając miejsce – wskazał na krzesło obok siebie – a teraz wprowadźcie świadków.
Po chwili do sali weszło około dziesięciu osób. Byli w różnym wieku. Od małego, który nie umiał jeszcze chodził do najstarszych, w wieku Jace’a.
-Markus Meenwood – powiedział konsul – Proszę o podejście do nas i poddanie się testowi miecza.
Najstarszy chłopiec pewnym krokiem wszedł na podium, wziął miecz i czekał na pytania.
- Instytut został zaatakowany. Co widziałeś? Kto tam był? – powiedział konsul
Mina chłopaka stężała. Wiedziałam jakie katusze teraz przechodzi, ponieważ sama to przeżyłam. Gdy Sebastian „porwał” Jace’a, przesłuchiwali mnie kilka razy z nadzieją, że czegoś się dowiedzą, Miecz powoduje ból, nawet jak mówisz prawdę, a co dopiero jak skłamiesz.
- Widziałem nocnych łowców, ale to nie byli oni. Tylko tak wyglądali, ale byli bardziej mroczni. Ich oczy były czarne, a twarz bez wyrazu. Mieli na sobie czerwone szaty z kapturem, a na czele tej armii stał wysoki czarownik. Rodzice, wujkowie.. wszyscy próbowali odeprzeć atak, ale oni byli silniejsi. Widziałem jak schwytali mamę i podali jej kielich anioł a, ale on był nie był złoty, lecz czarny.. czarny jak smoła – po jego policzku spłynęła łza – Gdy go wypiła to już nie była taka sama.. Walczyła dla nich.. jej twarz była zarazem ta sama, ale inna. To samo się stało z ojcem.. potem pobiegłem po Effie i Caroline i uciekłem do Idrysu przez portal.
Inkwizytor odebrał od chłopca miecz i kiwnął mu, aby odszedł.

- Sebastian ma armię. Stworzył ją dzięki piekielnego kielicha. Wojna nadchodzi, a my potrzebuje was, aby ją wygrać – kontynuował konsul – Oni nie są już nocnymi łowcami. Jedynym ratunkiem dla nich jest śmierć więc nie wahajcie się zabić najbliższych. Następna narada jurto z rana, a na razie proszę się rozejść i modlić się o następny spokojny dzień.

6 komentarzy:

  1. Czadowo! Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomalutku małymi krokami zbliżasz się do oryginału, tam tez młodego Juliana Blackthorna testowano Mieczem... podoba mi bardzo, ale te sceny Clary i Jacea mogłyby w końcu nie być przerywane ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Już nie mogę doczekać się kolejnego <3

    OdpowiedzUsuń
  4. zakochałam się w twoim blogu <3 czekam na nexta ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie się skapnęłam :P
    Czyżby Effie uciekła z Kapitolu ?

    OdpowiedzUsuń
  6. Suuper blog!! Koffam go! Kiedy next?

    OdpowiedzUsuń