Rozdział
25
Siedziałam
na łóżku Dave’a i czekałam aż mężczyzna wróci z łazienki. Nie wiem co się
stało, ale informacja lub zdarzenie wstrząsnęło nim. Przyprowadziłam go do pokoju
i starałam się dowiedzieć co się stało. Próbował mi wmówić, że zaatakowały go
wilkołaki. Wiedziałam, że to nie prawda. Jego serce miało przyspieszony rytm,
przy każdym kłamstwie miał tiki nerwowe. Coś tu jest nie tak! Czarodziej jak i
Sebastian okłamują mnie w tej chwili. Muszę dowiedzieć się prawdy, a jedyny
sposób to spotkać się z wrogiem. Z rozmyślań oderwał mnie widok brata opartego o
futrynę drzwi.
-
Po co ona przyszła? – zapytałam.
Zmrużył
oczy i mnie obserwował. Udawałam poirytowaną, choć wcale nie musiałam.
-
Chciała się ze mną spotkać. – powiedział powoli obserwując moją reakcję.
Wstałam
z łóżka i podążyłam do niego. Gdy przechodziłam koło niego obojętnie chwycił
mnie za ramię i mocno przytrzymał. Sprawiało mi to ból, lecz się nie odezwałam.
-
Przepraszam, że nam przeszkodziła, Clary. – powiedział skruszony – Możemy
jeszcze dokończyć, kochanie. – jego druga ręka pojawiła się na moim pośladku.
-
Nie. – powiedziałam gorzko – Straciłeś swoją szanse. – i odeszłam obojętnie.
Wiedziałam,
że Sebastian nie pobiegnie za mną. Podążyłam do naszego pokoju i zamknęłam się
na klucz. Pobiegłam do szafy i zaczęłam przebierać w ciuchach. Same sukienki!
Straciłam nadzieje i usiadłam z podkulonymi nogami koło łóżka. Wtedy sobie
przypomniałam. Stroje bojowe są w szafie Sebastiana. Podążyłam do niej i
wyjęłam swój. Po chwili byłam już gotowa. Wzięłam kilka sztuk broni i stelle brata.
Narysowałam bramę na ścianie, a wtedy usłyszałam pukanie do drzwi. Wyobraziłam
sobie instytut i przeszłam przez bramę. W tej samej chwili do pokoju wbiegł
Sebastian.
***
Maryse
weszła zdenerwowana do instytutu. Nie dość, że miejsce, w którym mieli znaleźć
Sebastiana zostało zmasakrowane, a samego wygnańca nie było, to dwójkę jej
ludzi dalej nie dali znać co się dzieję w instytucie. Pobiegła do sali anioła.
Przeraziła się widokiem zniszczonej sali. Gdzie jest George i Eric? Wysłała ich
z dwie godziny temu. Kazała trzem nocnym łowcom iść przeszukać poszczególne
miejsca instytutu, a sama została żeby szukać śladów w sali anioła. Podeszła do
ogromnej dziury w murze, na której były zdjęcia Clave. Już wiedziała, co to
oznacza. Konsul uciekł. Ciszę przerwał dźwięk komórki.
-
Maryse! Gdzie jesteś? – zapytał Bane.
-
W Instytucie. – odpowiedziała.
-
Zaraz tam będziemy. – krzyknął – Mam ważne i przydatne informacje.
Rozłączył
się.
Uklękła
i zaczęła zbierać porozrzucane zdjęcia. Na jednym była z całą rodziną. Robert,
Isabelle, Jace, Alec i Max.. Max.. Był taki młody jak umarł. Następne, na które
trafiła przedstawiały czarodziejów. Magnus Bane, Aaron Spectre, Arlette Noir,
Arthur Gris i Logan Lovestern. Przytuliła je i zaczęła lekko szlochać. Gdy
zaczęła się trząść, poczuła silne dłonie na ramionach. Stał za nią Nick
Blackthorn.
-
Przykro mi, Maryse. – powiedział skruszony – Eris nie żyje.
Wstała
momentalnie i zrobiła krok do przodu.
-
Nie żyje?! – krzyknęła – Co z George’m ?!
-
Nie potrafimy go znaleźć, pani.
Maryse
upadła na kolana, a w tym czasie wszedł inny nocny łowca.
-
Verlac żyje! Zawiadomiliśmy już Cichych braci, a teraz udajemy się do cichego
miasta pani.
-
Jedźcie. – powiedziała natychmiastowo – Zawiadomię Inkwizytora.
Blackthorn
zostawił kobietę samą w pomieszczeniu i pobiegł za nocnym łowcą. Chwilę jeszcze
siedziała na ziemi i płakała. Potem wstała i zaczęła szukać jakiś śladów
na następne kroki Sebastiana. Przerwał jej głos w drzwiach.
-
Maryse, musimy pogadać. – powiedział spokojnie Magnus.
Obróciła
się podenerwowana.
-
Sebastian wygrywa, Magnus. Zrujnował to miejsce, zabił Eric’a, a George jest
ciężko ranny. – po jej twarzy spłynęły łzy.
Podszedł
do niej i ją przytulił.
-
Ma pomoc czarownika, Maryse. – spojrzała na niego – To Stephen Herondale.
Zdziwiła
się i odepchnęła czarownika.
-
Co ty mówisz? – zdziwiła się – Przecież wiesz, że on nie żyje! – krzyknęła.
-
Żyje, Maryse. – skomentował – Niedawno rozmawiałem z nim twarzą w twarz.
Ich
rozmowę przerwał krzyk Jace’a.
***
Wbiłam
nóż Jace’owi w ramię. Upadł przede mną. Myślałam, że po tym wszystkim, co mi
zrobił będę odczuwać przyjemność, radość, ale zamiast tego czułam smutek i
poczucie winy. Zamknęłam za nim drzwi na klucz, żeby nikt nam nie przeszkadzał.
-
Clary.. – wydyszał Jace.
Podeszłam
do niego i kopnęłam z całej siły w brzuch. Usłyszałam jęk bólu. Podbiegłam do
niego i usiadłam na nim przytrzymując mu ręce.
-
Lepszy jest ból fizyczny niż psychiczny, zdrajco. – powiedziałam.
Spojrzał
na mnie zdziwiony.
-
Zdrajco?! – krzyknął – O czym ty mówisz, kobieto?
-
Nie udawaj! Chcesz, żebym to powiedziała? Świetnie! Jak ci się powodzi z moją
mamą? – Krzyknęła.
Odepchnął
mnie z całej siły i po chwili byłam pod nim. Starałam się wydostać kolejny nóż z
buta, lecz Jace mnie przejrzał i szybkim ruchem wyciągnął go i wyrzucił na
drugi koniec pokoju. Szarpałam się ile mogłam, ale to nic nie dawało.
-
Skończyłaś? – gdy nie odpowiedziałam, zaczął mówić dalej – O co chodziło ci z
tą mamą?
-
Masz z nią romans!- odburknęłam.
Jace
wybuch śmiechem.
-
Jakie jeszcze bajeczki ci naopowiadał? – zapytał ironicznie – że dinozaury
istnieją?
Zaczęłam
się znowu szarpać.
-
Nie kłam! Wiem, że zerwaliśmy bo miałeś romans z Jocelyn.. potem odwróciłam się
od was i poszłam do brata.
Uwolnił
ją i oparł się o łóżko. Przez chwile głęboko oddychał.
-
Sądzisz, że zrobiłbym coś takiego? – zapytał.
Spojrzała
na niego zdziwiona.
-
Nie wiem.. – wyszeptałam.
-
Wiesz, że to nie prawda, Clary. – podszedł do niej i objął jej twarz dłońmi –
Boże.. jesteś tu cała i zdrowa.
Gdy
mnie dotknął poczułam promieniowanie w całym ciele. Może umysł nie pamiętał go,
ale ciało wręcz przeciwnie. Nachylił się nade mną i wyszeptał:
-
Przepraszam, że tak długo cię szukałem. – i pocałował.
Ten
pocałunek był inny niż z Sebastianem. Był czysty, spragniony, zachłanny.
Poczułam miłość do ukochanego. Moje usta go znały, moje ręce go znały. Jego
ciało mnie znało, a ja go. Wsunęłam język do jego ust i zatraciłam się w
pieszczeniu go. Poczułam jak zwinne palce Jace’a rozpinają mój strój bojowy. Po
chwili byłam już w bluzce na ramiączkach. Zdjęłam bluzkę z chłopaka i znowu
zaczęłam całować. Odchylił delikatnie moja głowę i zaczął składać pocałunki na
mojej szyi oraz dekolcie. Wydawałam czasami jęki, wywołane jego dotykiem.
Czułam jego silne dłonie pod bluzką… na plecach oraz brzuch. Posuwały się w
górę i podwijały moja bluzkę. W późniejszym czasie byłam bez bluzki leżąc w
ramionach Jace’a.
-
Czemu mam ochotę cie zabić, ale jednocześnie całować? – zapytała bawiąc się
jego ręką.
Uśmiechnął
się.
-
Bo mnie kochasz, ale zaklęcie jednak robi swoje. – pocałował ją w czoło – Cisi
bracia ci pomogą.
Usłyszeli
krzyki na korytarzu i używanie broni. Spojrzeli po sobie, a później ktoś
zapukał do drzwi. Widząc, że są zamknięte krzyknął:
-
Wstawaj, Wayland! Wojna się zaczęła, Sebastian niszczy instytut!
Jejku ty to masz pomysły, na Anioła jesteś świetna, ale mnie wciągnęło.Uwielbiam jak piszesz
OdpowiedzUsuńW 100% popieram Dary Anioła
OdpowiedzUsuńNapisz jeszcze dziś kolejny rozdział. Proszę.
OdpowiedzUsuńnie wiem czy dziś mi się uda, ale postaram się dodać jutro ;)
Usuńkocham Sebka i Clary razem <3
OdpowiedzUsuńBędą jeszcze razem powiedź że tak <3
A tak wg super rozdział :D
Super rozdział już nie mogę doczekać się następnego. Masz talent
OdpowiedzUsuńTo kiedy nastepny rozdział? Hmm?
OdpowiedzUsuńSuper, przeczytałam dziś... wszystko i ze zniecierpliwieniem czekam na kolejny rozdział. Masz talent, seriooo!! :)
OdpowiedzUsuńI zapraszam do siebie (Shasta) xd
OdpowiedzUsuńNie no! Ile razy ci to pisałam ? Kocham twojego bloga <3
OdpowiedzUsuńNie no w takiej chwili <3 kocham
OdpowiedzUsuń