wtorek, 27 maja 2014

Rozdział 24

Magnus zbierał proszkowaną krew do woreczka. Wielokrotnie poparzył się, ale jak u czarownika, rany błyskawicznie się goiły. Wziął kartkę, na której była część zaklęcia i wsunął ją we wewnętrzną część starodawnej marynarki. Magnus wyglądał fatalnie. Jego włosy zawsze zdobiła duża ilość brokatu, ale aktualnie nic nie miał. Niektórzy mogliby przypuszczać, że ostatnich czasy czarownik nie używa łazienki. Pod oczami miał delikatny siwy kolor, co świadczyło o ilości godzin snu mężczyzny. Nawet ubiór nie wyglądał perfekcyjnie. Pogniecione, nie raz poplamione ubranie zakładał Magnus.
- Szukasz jakiś śladów? – odezwał się głos za plecami Magnusa.
Znał ten głos, ale to niemożliwe. Nie ukrywając szoku na twarzy i w całym ciele, powoli obrócił się przodem do przeciwnika. Przez dłuższą chwilę patrzyli na siebie bez słowa. Ciszę przerwał wyburz śmiechu wroga.
- Szkoda, że nie widzisz swojej miny, Magnusie. – zrobił krok w jego stronę – Ciekawe jaką byś miał widząc ojca.. ach, masz od niego niemiłe pozdrowienia.
Z rąk czarodzieja zaczęły błyskać niebiesko- srebrne płomienie.
- Nie mam ojca. – powiedział beznamiętnie – Jakim cudem żyjesz?
- Normalnym. – podszedł do niego, nachylił się i szepnął do ucha – Pamiętaj, że moim najlepszym przyjacielem był Valentine.
Spojrzał na niego z minimalnym zdziwieniem. Teraz wszystko zrozumiał.
- Upozorował twoją śmierć.
- Bingo! – krzyknął Stephen Herondale.
Magnus spojrzał w miejsce, gdzie niedawno leżał Jace, którego serce złamało się na milion kawałków. Znał to uczucie.
- Zrujnowałeś własnego syna, gratulacje. – stwierdził Bane.
- Nie. – zaprzeczył Herondale – Spójrz prawdzie w oczy, Magnus. Przeznaczenie chce, aby Jonathan był z Clary. Są młodymi kopiami rodziców, a Jace znajdzie inną.
Magnus wybuchł ironicznym śmiechem.
- Jak skończyli ich rodzice? Powtórka z historii? – zrobił krok w stronę konkurenta – Wybierz właściwą drogę u boku syna, Stephen. Jeszcze nie jest za późno.
- Jest. – stwierdził smutno – Na twoim miejscu przyjacielu – spojrzał na niego – zacząłbym uciekać zanim jest w miarę spokojnie. Wojna się zbliża wielkimi krokami.
Po tych słowach ojciec Jace’a zniknął, zostawiając zdezorientowanego czarodzieja samego.

***
Wycierałam się ręcznikiem, a po chwili poczułam ciepło ciała za mną. Odwróciłam się z uśmiechem na twarzy i miałam przed sobą nagiego, tylko dla mnie brata. Szybkim ruchem dał jedną rękę pod moje kolana, a drugą na łopatki i wziął mnie na ręce. Otworzył drzwi i kocim, zwinnym ruchem doniósł mnie do łóżka. Delikatnie położył mnie na nim, a po chwili już był nade mną. Zaczęłam kreślić znak nieskończoności na jego silnej, umięśnionej klacie.
- Co z moim planem? – zapytałam słodko.
Pocałował ją w czoło, a potem powolnym ruchem poruszał się w dół mojego ciała. Z początku się śmiałam, ale po chwili zaczęłam odczuwać przyjemność z każdym dotykiem jego rąk na moim nagim ciele. Gdy jego twarz zatrzymała się przy moich piersiach, poczułam ogromne poczucie winy. Jace.. Nie! Zdradził moja matkę.. Kocham Sebastiana.
Odchyliłam głowę do tyłu, wyginając się w łuk, co ułatwiło bratu dostęp do moich piersi. Poczułam jego silne ręce na nich i pocałunki na szyi. Wszystko było takie zmysłowe, erotyczne i intensywne. Ręce brata przechodziły do następnego etapu, rozsuwając mi uda. Usłyszeliśmy pukanie do drzwi i Sebastian od razu się poderwał. Rzucił mi satynową narzutę, a sam założył szlafrok. Poszedł otworzyć drzwi.
- Dlaczego naruszasz naszą prywatność?-  zapytał bez emocji Sebastian.
Konsul obrzucił go wzrokiem z góry na dół.
- Przepraszam, że przerywam ci przyjemności, ale mamy gościa. – stwierdził.
- Kto? – zapytał już poirytowany.
- Twoja matka, panie.

***
Po chwili do salonu wszedł Sebastian. Zamiast szlafroku pojawił się starodawny elegancki frak jego ojca. Podszedł do kobiety siedzącej tyłem na sofie.
- Witaj matko.- powiedział z szacunkiem w głosie.
Odwróciła się z uśmiechem na twarzy.
- Witaj synu – powiedziała – Kiedy masz zamiar wrócić do domu?
Sebastian patrzał zdezorientowany. Nie miał pojęcia o czym ona mówi.
- Do mnie, Jonathanie. Czemu nie wrócisz do mnie.
Teraz zrozumiał, o czym mówiła. Miał z nią podążyć do wymiaru demonów.
- Lilith …- zaczął, lecz urwał widząc minę demona-  matko, nie mogę jeszcze.
Kobieta nie wiedziała o czym mówi nocny łowca, dopóki do pokoju nie weszła Clary. Teraz wszystko wiedziała. Spojrzała na Jonathana i na to jakim spojrzeniem obdarzył dziewczynę. Wiedziała, że chłopak darzy ją ogromnym uczuciem, ale czuła w powietrzu zaklęcie. Ich miłość nie była prawdziwa.
- Dziewczyna. – sprostowała.
- Moja przyszła królowa. – uśmiechnął się jeszcze szerzej, gdy podeszła do niego – Wkrótce przeprowadzę ostatnią część zadania, ale najpierw musimy załatwić parę spraw w tym wymiarze.
Obie kobiety spojrzały na Sebastiana ze zdziwieniem. Rozmowę przerwał Dave, który przeszedł przez portal wprost do salonu. Jego oczy były cale czerwone i popuchnięte. Musiał płakać od dłuższego czasu. Ubrania wcale nie wyglądały lepiej. Koszula była roztargana na klatce piersiowej, a spodnie miały liczne dziury i szarpania. Clary od razu podbiegła do czarodzieja.
- Co się stało? – zapytała spanikowana.
Dave najpierw spojrzał na dziewczynę, potem skupił wzrok na demonie i Sebastianie. Chłopak domyślił się, o co może chodzić i pokręcił przecząco głową.
- Zaatakowały mnie wilkołaki. – skłamał.
Clary zaprowadziła czarodzieja do pokoju. W pomieszczeniu została Lilith wraz ze synem Valentine’a.
- Podejmij właściwą decyzje, Jonathanie.
Spojrzał na nią.
- Podjąłem. Za tydzień w pełnie księżyca wykonam rytuał na Clary, a potem stworzę nową armię nocnych łowców.
- Życzę ci powodzenia, ale dam ci radę. Uszkodź Clave, aby ci nie przeszkadzało.


7 komentarzy:

  1. Tak jak już pisałam wcześniej jesteś świetna w tym co tworzysz. Czekam już z niecierpliwością na dalszą część.

    OdpowiedzUsuń
  2. zgadzam się z Dary Anioła jesteś świetna

    OdpowiedzUsuń
  3. Super!
    Coraz ciekawsze! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne. ^^ Kiedy nastepny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdziały staram się dodawać co 3 dni :) więc następny dzisiaj!!

      Usuń